92. Będę cię gwałcić codziennie.
Nie potrafię powiedzieć, co się działo w ciągu kolejnych kilku a może nawet kilkunastu minut, ale pierwszym co mnie przywitało po powrocie do rzeczywistości, to były jej oczy wpatrzone we mnie. Nie potrafiłem powiedzieć, dlaczego tak patrzy, ale mierzyła mnie swoim wzrokiem jak wampirzyca. Jej spojrzenie było uważne, czujne i przenikało mnie na wylot. Nie spieszyła się, czekała, aż dojdę do siebie.
Kiedy zacząłem całkowicie odzyskiwać świadomość, zorientowałem się, że trzyma się za cycki i unosi je lekko do góry, a one są całe oblepione w moim nasieniu. Trzymała je tak specjalnie, aby nie spłynęło za szybko i abym mógł zobaczyć na własne oczy, co zrobiłem. Muszę przyznać, że było tego naprawdę dużo. Białe esy-floresy zdobiły całą ich powierzchnię od szyi po ciemne chropowate brodawki. A kiedy w pełni dotarło do mnie, że to moja sprawka, znów ogarnęła mnie fala słodkiego konwulsyjnego podniecenia i znów chciałem jeszcze.
-Julian, ty młody, nienasycony zboczeńcu, jesteś zepsuty do szpiku kości. Tylko zobacz, co narobiłeś, - odezwała się, a jej głos nie pozostawiał wątpliwości, że jest bardzo zadowolona z takiego stanu rzeczy.
Aby nie wypaść z jej toku myślenia i nie psuć tej jakże obiecującej zabawy podjąłem niezdarną, choć celową próbę wytłumaczenia się:
-Och ciociu przepraszam, naprawdę nie chciałem. To jakoś tak samo, no wiesz, chyba mam tego za dużo…
-Taaa właśnie widzę… co ty, masz tam cysternę? I wiesz co? Wiedziałam o tym od samego początku, jesteś moralnie zepsuty, myślisz kutasem, a nie głową. I wiesz co? Muszę to wykorzystać. Będę cię gwałcić codziennie do końca tych wakacji, a ty nikomu nie piśniesz ani słówka. Zrozumiano?!
Jej słowa podziałały na mnie piorunująco. Z jednej strony wiedziałem, że właśnie moje najskrytsze marzenia się spełniły, że osiągnąłem to, co ciałem, a teraz czeka mnie jeszcze więcej przygód z nią z moją ukochaną ciocią, a z drugiej bałem się, że temu nie podołam. Wszak byłem tylko młodym, niedoświadczonym chłopakiem, który o seksie tak naprawdę wiedział niewiele. Tak czy siak, te wakacje zapowiadały się naprawdę interesująco. He, he, jeśli tak to można nazwać.
Pomimo że spuściłem się dwa razy pod rząd, znów miałem niesamowitą ochotę się z nią zabawiać. Pozostawało tylko pytanie co ona znowu wymyśli i jakie będzie miała wymagania.
-Wstań, - usłyszałem i nie była to prośba, tylko żądanie.
Wstałem więc. Nogi miałem jeszcze bardzo chwiejne, dodatkowo miękki materac utrudniał utrzymanie pionowej postawy, ale to wcale nie przeszkodziło jej w kolejnej porcji pieszczot, którą dla mnie przygotowała. To, co się działo, było takie cudownie obezwładniające. Rozpływałem się w tym i nie chciałem przestać. Tak, byłem zboczony. Byłem seksualnym niezaspokojonym frustratem, który potrzebował spektakularnego rozładowania.
Siedziała u moich stóp. Spojrzała w górę, uśmiechnęła się i wciągnąwszy rękę, chwyciła mojego grubego, choć już opadającego ptaka w swoją ciepłą i silną dłoń. Kiedy zacisnęła palce, od razu poczułem, że nabieram sił. To znaczy, on nabierał sił, pęczniał, twardniał i znów mu się chciało. Tylko w mojej głowie było coraz więcej wątpliwości, czy dotrwa do końca.
Przejechała dłonią w jedną i w drugą stronę a moje nogi zrobiły się jeszcze bardziej miękkie.
-Boże, ciociu, co ty ze mną robisz? Och przestań, przestań, - jęknąłem, ale wcale nie miałem ochoty, aby przestała. Bałem się, tylko że stracę nad sobą kontrolę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz