91. Nie chciałem wytrysku.
I zaczęła się jazda bez trzymanki. Ściskając mojego fiuta u podstawy dłonią a u góry napęczniałymi cyckami, zaczęła poruszać się powoli do góry i do dołu. Ruchy były bardzo niewielkie, ale wystarczające, by w ciągu kilkunastu sekund doprowadzić mnie na sam szczyt.
Tuż przed swoimi oczami miałem jej wielką rozchylającą się na boki cipę. Ciemnobordowe, mocno pomarszczone, przekrwione płatki były dla mnie nieopisanym zjawiskiem, które wywoływało nie tylko kosmiczne podniecenie, ale też estetyczny zachwyt, podziw i ciekawość. Pulsowała w intensywnych szybko następujących po sobie skurczach i ociekała niezwykle aromatyczną lepką wydzieliną. Z każdym kolejnym oddechem pochłaniałem coraz więcej tego oszałamiającego aromatu i miałem wrażenie, że za chwilę stracę przytomność.
Nie wiedziałem, jak się zachować, co brać, a z czego zrezygnować. Bo teraz chciałem też jej cipki, jej niesamowicie podniecającej cipeczki. Ona miała posiadaniu mojego kutasika, mojego młodego niewyżytego ogiera, który też chciał wszystkiego spróbować, z niczego nie chciał zrezygnować.
Poprawiła pozycję, kilkakrotnie przesuwając się w prawo i w lewo i opadając jeszcze niżej na moje podbrzusze. Później delikatnie zwolniła uścisk, tworząc szparę między swoimi balonami i poczułem, jak coś ciepłego spływa w sam środek. Dopiero za trzecią porcją zorientowałem się, że to jest jej ślina.
Kiedy jej ślina dostała się głęboko, zrobiło się mokro, ślisko i jeszcze bardziej przyjemnie. Ciocia nie żałowała tego, co miała, pluła mocno i długo aż zrobiło się całkiem mokro i wszystko zaczęło wyciekać po drugiej stronie. Później znów go ścisnęła, a kiedy to zrobiła, wiedziałem, że to już właściwie koniec zabawy. Ta metoda gwarantowała tylko szybki wytrysk, a tego nie chciałem. Chociaż tak naprawdę trudno powiedzieć, czego w tej chwili chciałem a czego nie.
Objęła swoje piersi z dwóch stron i ścisnęła tak mocno, że przed moimi oczami zapadła gęsta mgła i przestałem widzieć cokolwiek. A później zaczęła się poruszać w górę i w dół. Bardzo powoli ostrożnie jakby na niczym jej nie zależało, jakby delektowała się tym wszystkim, a mojego penisa oblała fala słodkich skurczów.
Nie chciałem się spuścić, nie chciałem wytrysku. Mówiłem sobie, że tego nie zrobię, że to za wcześnie, że jest jeszcze tyle do odkrycia, że trzeba coś zrobić, żeby do tego nie dopuścić, ale to było jak czarna dziura. Coś mnie pochłaniało, a ja mogłem tylko w to brnąć i brnąć.
Odwróciła się w drugą stronę, ale zrobiła to tak szybko, że ja nawet tego nie zarejestrowałem. Nagle wielki kutas jak gruba parówka wciśnięty między jej pulchne cycki znalazł się w moim polu widzenia. On był już gotowy, co do tego nie było żadnych wątpliwości. Ona patrzyła na niego, wypuszczała z ust duże porcje śliny w sam środek, a ja dochodziłem w cudownej rozkoszy. Wchodziłem na mój własny Mount Everest. Wszystko rozgrywało się tak szybko, a mimo to miałem wrażenie, że ciągnie się w nieskończoność.
Nie wiem, czy mi się zdawało, bo byłem także na granicy utraty świadomości, ale miałem wrażenie, że patrzę na fontannę. Mój penis taki gruby i sztywny wetknięty w sam środek jej potężnych piersi zdawał się być końcówką wodotrysku, z którego zamiast przezroczystej cieczy wyskakiwało coś białego, gęstego i lepkiego. Strzelałem po jej ogromnych cyckach i myślałem, że to są ostatnie sekundy mojego młodego życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz