109. Zapach domowego jedzenia.
Staliśmy naprzeciw siebie i już bez skrępowania patrzyliśmy sobie w oczy. Miałem wrażenie, jakbyśmy tutaj w tym lesie zobaczyli się po raz pierwszy. Poznałem całkiem inną Natalię. Niby wyglądała tak samo, ale to był zupełnie ktoś inny, zupełnie inna dziewczyna i powiem szczerze, że to bardzo mi się podobało.
Patrząc tak na nią, próbowałem ocenić, ile właściwie może mieć lat. Jej drobna twarz była bardzo harmonijna, a duże oczy z ciemną oprawą i obłędnie ciemnymi źrenicami zaczynały mnie już hipnotyzować. Pełne, naturalne usta aż prosiły się, aby je pocałować. Na dodatek czarne włosy szamocząc się w porannym wietrze, wzbudzały niepokój i zaciekawienie.
-No dobrze Julian, chodź, bo naprawdę możesz zachorować, - przerwała w końcu ciszę. - Zrobię ci gorącej herbaty z miodem, może coś u mnie zjesz i przede wszystkim dam coś do ubrania, bo nie możesz przecież biegać nago po lesie... nawet jeśli to bardzo lubisz.
Roześmiała się, a jej śmiech był serdeczny, ciepły i działał na mnie bardzo kojąco. Ruszyliśmy przed siebie. Poranna ulewa zdawała się być już tylko wspomnieniem, a pomruki burzy ucichły całkowicie. Zza rzednących chmur przedzierało się słońce, zalewając świat swoimi ciepłymi promieniami. Dzień zapowiadał się upalnie. Mimo wszystko nieprzyjemny chłód wciąż trzymał moje ciało w swoim uścisku.
Nie przestawałem na nią patrzeć. Po tym wszystkim, co się tutaj stało, uważałem, że mam do tego prawo. Ubrana była w dość ciepłą, ale luźną bluzkę, która na dodatek nie zakrywała pępka, a jędrne dość duże piersi mocno wysuwały ją do przodu. Dolną część jej garderoby stanowił dres wiązany na sznurek w pasie. Wiedziałem, że kiedy bym pociągnął za jeden koniec, spodnie zjechałyby do dołu, nie napotykając na żaden opór. Dostrzegłem teraz, jak bardzo była wąska w talii, i jak bardzo jej biodra były okrągłe.
Przeszliśmy jeszcze kilkanaście metrów i to, co zobaczyłem, sprawiło, że stanąłem jak wryty. Z szeroko otwartymi ustami z niedowierzaniem patrzyłem na widok, który rozciągał się przede mną. Staliśmy na skraju niewielkiej polany i miałem wrażenie, jakbym przeniósł się do innego świata. To na co patrzyłem, było tak surrealistyczne, iż musiałem potrząsnąć głową, aby przekonać się, czy rzeczywiście tu jestem, czy czasami nie śnię.
Teren był zalany czystą wodą, pod którą znajdowała się zielona soczysta trawa. Jak okiem sięgnąć leśna roślinność z kwiatami o różnych kolorach i kształtach zdawała się brać to miejsce w swoje niezaprzeczalne posiadanie. Mokra po burzy i zatopiona w niskostojącej mgle polana wywoływała we mnie szereg myśli i skojarzeń, które wynosiły mnie na wyższy poziom mojego jestestwa. Miałem wrażenie, jakbym trafił bezpośrednio do raju. To było tak, jakby sam Stwórca chciał mnie uhonorować tym niezwykłym zakątkiem i zamiast do piekła za moje grzechy przenieść bezpośrednio do nieba.
-Och, jak tu pięknie, - westchnąłem.
-Wiem, - odpowiedziała.
-To wygląda, jak rajski ogród. Ile tu kolorowych kwiatów… i ta woda. Czy to jakieś jezioro?
Roześmiała się serdecznie.
-Nie. To nie jezioro, chociaż może niedługo będzie.
-W takim razie co?
-Kałuża. Jak wyjdzie słońce, wyschnie.
-Tak?
-Bobry zrobiły tamę na strumyku poniżej. O tam, - wskazała palcem, - w stronę jeziora.
-Ach, - westchnąłem.
-Zwykle woda nie sięga aż tak daleko, ale po burzy to się zdarza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz