Szukaj na tym blogu

16 marca 2024

Ostatnie wakacje.

104. Nie mam pojęcia, gdzie jestem.


Wstałem i zacząłem chodzić po pokoju. Miałem wrażenie, że to jakieś szaleństwo. Nie potrafiłem się ubrać i przestać o tym myśleć, ale też nie potrafiłem tego doprowadzić do końca, choć wiedziałem, że by mi pomogło. Nie potrafiłem zwalić sobie konia. To była męczarnia. 

W końcu, w geście totalnej i absolutnej desperacji otworzyłem drzwi na taras, a wiatr o mało nie wyrwał mi ich z rąk. Kiedy po krótkiej walce z żywiołem zwyciężyłem, zorientowałem się, że znalazłem się w piekle. Zważywszy na stan mojej psychiki, to było adekwatne określenie i ni było w nim przesady. Na moją głowę lały się kaskady wody, a wiatr o mało nie przewrócił mnie na śliskich deskach, ale miałem to czego chciałem — karę z  moje grzechy. 

Kiedy pierwsze uczucie szoku i przerażenia, zacząłem się śmiać histerycznie, całkowicie tracąc nad tym kontrolę. Całkowicie wystawiony na działanie przyrody, bezbronny i targany wiatrem czułem się cudownie. Jak dziki wilk wydarłem się w ciemną czeluść lasu, a odgłosy żywiołu zagłuszały moje szaleńcze wycie.  

Tego było mi trzeba. Nie pragnąłem niczego więcej. Oniemiały ze szczęścia w poczuciu totalnego odrealnienia ruszyłem przed siebie. To było szalone, ale tak niesamowicie wyzwalające, że nie byłem w stanie się powstrzymać. Nie bacząc na to, że jestem nagi, że już raz popełniłem ten sam błąd, zacząłem biec między drzewami po grząskim gruncie. Nogi same mnie niosły, a z każdym kolejnym krokiem, z każdym metrem kolejne blokady ustępowały, dając miejsca poczuciu wolności i całkowitego zjednoczenia z naturą. 

Zatrzymałem się dopiero gdy całkowicie zabrakło mi tchu. Dostałem takiej zadyszki, że myślałem, iż za chwilę wypluję własne płuca. Rozejrzałem się dookoła i stwierdziłem, że nie mam pojęcia, gdzie jestem.

 “No to zajebiście” – pomyślałem, uświadamiając sobie całą powagę sytuacji. - “Nie dość, że zabłądziłem, to jeszcze spaceruję z gołym tyłkiem i nawet o drogę nie ma jak zapytać”. 

Choć błyskawice i pioruny nieco ustały, lało niemiłosiernie. Gdybym był teraz w ubraniu, to z pewnością mógłbym powiedzieć, że przemoczyło mnie do suchej nitki, ale ja byłem nagi i nie było na mnie nic, co mogłoby zmoknąć. Oczywiście oprócz włosów i mojej własnej skóry. Czułem się, jakbym był pod prysznicem. Po długim wyczerpującym biegu między pniami drzew teraz obserwowałem jak woda, która na mnie spada, w dużej części unosi się pod postacią pary w gęstych obłokach wokół mojego torsu. Nie było mi zimno, ale wiedziałem, że to wkrótce może się zmienić i jeśli zaraz nie znajdę się w suchym, ciepłym miejscu na sto procent złapię przeziębienie, albo, co gorsza, zapalenie płuc. 

Jedyną pociechą w tym wszystkim było to, że moje rozszalałe podniecenie i obłąkańcze myśli na temat cioci i tego co robiliśmy tej nocy zmalały prawie do zera. Wysiłek, ryzyko, że zostanę przez kogoś zobaczony oraz kontakt z naturą sprawiły, że wszystko zacząłem widzieć jaśniej i zacząłem nabierać przekonania, że jakoś wszystko się ułoży. Niepokonana istota była we mnie i szeptała mi do ucha, że nic złego się nie stanie. Przynajmniej w tej chwili. 

Odwróciłem się i w szczelinach między chmurami starałem się dostrzec położenie słońca. Wiedziałem, że wychodząc z domu, udałem się na południowy zachód. Teraz więc należało obrać kierunek odwrotny. Jednak aby to zrobić, trzeba było ustalić, gdzie jest północ. Po krótkim namyśle i dość dużej dozie pewności siebie, ruszyłem, jak mi się zdawało w stronę przepięknej i wymarzonej willi cioci. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...