Szukaj na tym blogu

8 marca 2024

Ostatnie wakacje.

96. Skoro ona śpi.


Burza w moim mózgu jeszcze trwała. Zdaje się, że nie tylko w mózgu. Kiedy jeszcze raz odtwarzałem w pamięci to, co wyprawiałem razem z ciocią na jej wielkim, wygodnym łóżku, czułem, jak mój penis szybko się podnosi, nabiera turgoru i już po chwili jest w pełni gotowy do kolejnej seksualnej akcji. Byłem tak przekonany, że znajduję się w swoim pokoju, na własnym tapczanie, iż do głowy mi nie przyszło, że może być inaczej. Po prostu świadomość, że to był tylko sen, a nie rzeczywistość była łatwiejsza do zaakceptowania. 

Budziłem się powoli, nie chciałem wracać do rzeczywistości. Chciałem jak najdłużej pozostać w moim śnie, bo był on wspaniały, a ja czułem się jak młody bóg, który tak wiele może. Nie chciałem tego zmieniać. 

Pierwszym sygnałem, że coś może być nie tak, był zapach pościeli. Pachniała perfumami, kobietą i czymś jeszcze. Nie potrafiłem określić, co to może być, ale wiedziałem, że tak nie pachnie moja kołdra. Dopiero później poczułem dziwne pieczenie i swędzenie na całej skórze. Nieprzyjemne uczucie pojawiło się na nogach, ramionach plecach i brzuchu. Wydawało mi się, że to jedynie wrażenie po tym dziwnym śnie, ale im dłużej się nad tym zastanawiałem, im bardziej wracałem do rzeczywistości, docierało do mnie coraz dobitniej, że to nie tylko wrażenie. Ja naprawdę byłem podrapany. 

Kiedy wreszcie obudziłem się na tyle, że byłem w stanie dotknąć własnego brzucha i pod opuszkami palców poczułem ogromne bąble wokół pępka, dotarło do mnie, że to wszystko stało się naprawdę, że to nie był sen. Teraz powrót do rzeczywistości był nagły i bardzo szokujący. 

"Jasna cholera", - pomyślałem, - "ja rzeczywiście przeleciałem własną ciotkę!"

W następnej chwili stało się kilka rzeczy naraz. Po pierwsze szeroko otworzyłem oczy. Było ciemno, ale błyskawice co chwilę rozświetlały niebo za ogromnym oknem tak, że cały pokój stawał w blasku jasnym jak w samym środku dnia. Łóżko nie było moje. Było za duże, kołdra zbyt miękka i pachnąca subtelnymi kwiatowymi perfumami. Tym drugim zapachem była woń naszych miłosnych uniesień. 

"Och Boże, to wszystko działo się naprawdę!" - kołatało się w mojej głowie. 

Po drugie dotknąłem swojego pępka, a nagły skok ostrego bólu sprawił, że w ciągu sekundy znalazłem się na skraju wytrysku. Nie wiedziałem, co się stało, nie miałem pojęcia, jak to działa, ale to było tak przyjemne, tak cudownie odlotowe, że nie chciałem tego przerywać, nawet jeśli miałbym się spuścić. Jezu Chryste, jak ja potrzebowałem seksu! 

Po trzecie uświadomiłem sobie, że ktoś leży obok mnie. Nie trzeba było eksperta, aby zgadnąć, kto to jest. Zajęło mi to dosłownie ułamek sekundy. Leżała na boku odwrócona do mnie tyłem. A więc tak, znajdowałem się w samym centrum grzechu, w miejscu, w którym absolutnie nie powinno mnie być. To było po prostu oszałamiające, niedorzeczne, a jednocześnie tak niesamowicie podniecające, że była tylko jedna droga, aby temu zaradzić.  

Kiedy przestało błyskać, moje oczy powoli przyzwyczajały się do ciemności. Jej opalone pełne miękkie ciało było tak blisko mnie, tak realne i rzeczywiste jak nigdy dotąd. Czułem ją swoimi nozdrzami, czułem jej ciepło i to jak oddychała, a moje pragnienia stawały się coraz bardziej intensywne i coraz trudniejsze do opanowania. Myślałem sobie, że przecież już raz to zrobiłem. 

"Och, nie nie jeden raz tylko kilka razy", - poprawiłem się, - "Więc jeżeli to już się stało, to dlaczego miałbym tego nie powtórzyć? Och tak, to koniecznie trzeba powtórzyć. Tylko jak zacząć, skoro ona śpi? Może będzie zła, jak ją obudzę?" 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...