101. O mój Boże, co się dzieje?!
Nagle ciszę rozerwał huk tak ogłuszający, że podskoczyłem z wrażenia, a moje serce znalazło się w gardle. Kiedy próbując zrozumieć, co się stało, moje oczy starały przyzwyczaić się do półmroku, grzmot jeszcze odbijał się od ścian pokoju, wracając zwielokrotnionym echem do moich uszu. Odruchowo spojrzałem w okno, a ono rozjaśniło się jeszcze potężniejszą błyskawicą, na chwilę pozbawiając mnie zdolności widzenia. Dosłownie w tej samej chwili ściany zatrzęsły się od kolejnego wywołującego trwogę potężnego grzmotu.
Zrozumiałem, że to jest największa burza, jaką kiedykolwiek widziałem w życiu. Pierwsza w tym roku i tak przerażająca, że miałem ochotę schować się pod łóżko. Niebo raz po raz rozjaśniało się spektakularnymi rozbłyskami, uwidaczniając przesuwające się szybko kłębiaste ciemne chmury. Każdy błysk był oślepiający i odsłaniał pełną cieni i w mroku scenę za oknem sprawiając, że patrzenie przez szybę stawało się prawdziwym wyzwaniem. Widok ten hipnotyzował i wciągał wir tajemnicy i chaosu.
Miałem wrażenie, że cały świat płonie w tych dziwnych szybko następujących po sobie fleszach. W tej chwili trudno było mi zrozumieć czy to jest jeszcze noc, czy to już dzień, bo słońce było skryte głęboko za gęstymi ciemnymi chmurami. To było jak jakiś dziwny przerażający sen, który nagle przeniósł mnie w zupełnie inny wymiar rzeczywistości.
Lało, a deszcz był tak rzęsisty, jakby nagle niebo chciało spaść na mnie w ciągu kilku sekund. Olbrzymie krople uderzały w okno z taką siłą, jakby miały zaraz je wybić. Huk ulewy był tak ogłuszający, że trudno było usłyszeć własne myśli, ale to nie było wszystko. Wiatr wył jak demon, tańcząc między gałęziami drzew, szarpiąc ich gałęzie w rytm niesamowitego tańca natury. Ogromne tumany liści i połamanych gałązek unosiły się w powietrzu, jakby za wszelką cenę starały się uciec przed żywiołem. Miałem wrażenie, że cała przyroda wysłała na mnie swoje wszystkie zastępy, aby przypomnieć mi o swojej nieprzewidywalności i potędze.
“O mój Boże, co się dzieje?!” - pomyślałem z trwogą i dopiero po chwili dotarło do mnie, że moje ręce trzęsą się jak galareta, a serce galopuje niczym spłoszony koń. Każda kolejna błyskawica i grzmot wywoływały w moim wnętrzu czucie niepokoju, jakie trudno opisać słowami.
Czułem się naprawdę dziwnie i miałem wrażenie jakby to, co wydarzyło się ostatniego wieczoru, a także tej nocy było czymś bardzo niestosownym i grzesznym, że to nigdy nie powinno mieć miejsca. Teraz w obliczu tej nawałnicy czułem, że jestem poddawany ostatecznemu sądowi nad moją marną duszą a każdy grzmot i błyskawica stanowią przypomnienie o moich przewinieniach. Byłem niesiony przez emocje, których nie mogłem kontrolować i tylko zastanawiałem, co przyniosą kolejne dni.
To, co się w tej chwili działo ze mną było naprawdę osobliwe. W gruncie rzeczy w ogóle nie odczuwałem ani żalu, ani skruchy. Wręcz pragnąłem tego jeszcze więcej. Co najdziwniejsze stojąc w obliczu tej burzy i jej potęgi chciałem być ukarany. Pragnąłem kontynuować to, co zrobiłem i jednocześnie ponosić tego konsekwencje. Moje uczucia były mieszaniną euforii i pragnienia ukojenia, a ta niesamowita kanonada tak doskonale to eksponowała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz