98. Napięcie budowało się powoli.
W końcu to ona zdecydowała co się ma stać, i muszę przyznać, że jeszcze raz cudownie mnie zaskoczyła. Nie wiem, w którym dokładnie momencie się obudziła, ale obudziła się i na dodatek okazało się, że jest niesamowitą kochanką umiejącą wyczuć każdy moment i odpowiednio go zaaranżować. Byłem w szoku, zresztą nie pierwszy raz tej nocy, bo ta gra miłosna wydawała się być jak żywcem wyjęta z jakiejś bajki.
Ułożyła się na plecach i uniosła wysoko nogi, zginając je gdzieś w okolicy swoich piersi. W ten sposób wszystko to, czego pragnąłem, znajdowało się w polu mojego widzenia, tak blisko, że nie musiałem się starać, żeby to też poczuć nie tylko wzrokiem, ale też dotykiem i zapachem. Jej duże okrągłe, jędrne pośladki były wypięte w moją stronę, a cipka dokładnie wyeksponowana. Cóż to był za widok!
Pomimo tego, że już kilkukrotnie przeżyłem tak mocne uniesienia z jej udziałem, nie zaprzestała mnie zadziwiać i zachwycać tym, co robiła. W półmroku zobaczyłem, jak jej dłoń wsuwa się między uda, a palce sprawnie zabierają się za pieszczenie powoli wychylających się płatków muszelki. Bez pośpiechu i z namaszczeniem przesuwała je do dołu do góry, od otworku analnego po samą łechtaczkę a one coraz bardziej pęczniały i wychylały się na wierzch. Moja twarz znajdowała się kilkanaście centymetrów od tego przecudownego widowiska. Czułem coraz bardziej intensywny zapach jej kobiecości, a moje podniecenie sprawiało, że czułem też ciarki na całym ciele. Słyszałem jej słodki głęboki oddech westchnienia i pojękiwania:
-Uuuuuuuhhhhh, ooooooohhhh, aaaaaahhhh…
Nie mogłem już dłużej czekać. Mój kutas był gotowy do głębokiej penetracji. Pragnąłem tego całym sobą i musiałem zrealizować już teraz. Leżąc na boku i podpierając się na łokciu jednej ręki, drugą chwyciłem go w garść i skierowałem w samo centrum wilgotnego już gniazdka miłości. Miałem wrażenie, że i on jęczy z podniecenia i rozkoszy. Zdawało mi się, że kropelka lepkiego przezroczystego płynu wychyliła się z dziurki na jego końcu.
Kiedy jej palce znajdowały się w okolicy łechtaczki, położyłem go nieco poniżej na wilgotnej, gorącej szparce jej cipeczki a ona zaraz nakryła go nimi z góry i nieco docisnęła. W ten sposób czy tego chciałem, czy nie wsunął się połową głowicy w jej rozgrzane wnętrze. Usłyszałem głębokie westchnienie, tak jakby z przejęciem przywitała moją obecność.
Głaskała wielki twardy łeb i napęczniałą grubą żyłę sprawiając, że czułem niesamowicie słodkie dreszcze i skurcze między udami. Najwspanialsze było to, że pomimo tego, że byłem tak blisko i mogłem dosłownie wszystko, nie doszło nawet do głębokiej penetracji. Wciąż się bawiliśmy i wciąż były to pieszczoty wstępne. Do tej pory nawet nie zdawałem sobie sprawy, że tak w ogóle można.
Później gdy cofnęła swoją dłoń, by znów bawić się swoją wisienką, już sam wykonałem posuwisto-zwrotny ruch czochrając jej gotową do seksu cipeczkę. Przejeżdżałem wzdłuż, orząc ją niczym radłem, a ona dyszała coraz głębiej i coraz bardziej przeciągle.
Ostra bezpardonowa penetracja była tuż, tuż, a jednak jakimś cudem do niej nie dochodziło. Tak jakbyśmy celowo odwlekali ten moment, torturując się oczekiwaniem na spełnienie i windując nasze podniecenie na sam szczyt możliwości. Za każdym razem, za każdym ruchem z dołu do góry było coraz głębiej, coraz bardziej namiętnie, coraz bardziej słodko. Napięcie budowało się powoli, a balon pożądania w końcu musiał zostać rozerwany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz