108. Wszystko można naprawić.
-Widzisz ten mały domek za zakrętem? - spytała.
Spojrzałem w tamtą stronę, a kiedy między drzewami spostrzegłem niewielką zabudowę, odpowiedziałem:
-Widzę.
-To leśniczówka mojego dziadka.
-Twojego dziadka? - zdziwiłem się.
-Tak, to stara leśniczówka. Jeszcze z lat sześćdziesiątych. Pewnie znasz starego Majkowskiego, który zawsze kręcił się po okolicy z siekierą.
-Nie, nie znam. A powinienem?
-Nieważne. Nie jesteś przecież stąd.
-Jestem. Tu się wychowałem.
-Tak, ale to się nie liczy. Tak naprawdę ja też nie jestem stąd, ale to mój dziadek. Tak jak ty przyjeżdżam tutaj na wakacje.
Zatrzymałem się w miejscu. Kiedy powiedziała o dziadku, poczułem pewien niepokój.
-Czy on jest teraz w domu?
Spojrzała na mnie z uśmiechem na ustach.
-Kto? Dziadek? No co ty. Dziadek ma osiemdziesiąt pięć lat i jest w domu opieki. Czasami go przywozimy, żeby zrobić mu przyjemność.
-No to, kto teraz zajmuje się tym miejscem?
-Trochę siostra, trochę ja, jak mam czas. A swoją drogą czy ten twój kutas to tak zawsze stoi?
Zaniemówiłem. Jej ostatnie słowa, całkowicie zbiły mnie z tropu. W jednej chwili straciłem całą pewność siebie. Nie wiedziałem, jak zareagować. To było naprawdę dziwne. Fakt, nie okazując lęku, pomogła mi w trudnej sytuacji, ale zadawanie tak bezpośrednich pytań wydawało mi się nie na miejscu. Chociaż swoją drogą penis rzeczywiście stercząc, wystawał spod płaszcza. Temu też nie mogłem zaprzeczyć, no i mogło ją to trochę razić.
-Nie. Nie zawsze, - odpowiedziałem śmiało i z pełnym przekonaniem i to zaskoczyło mnie jeszcze bardziej, niż samo pytanie. - Tylko wtedy, gdy widzę tak piękną dziewczynę jak ty.
Myślałem, że się speszy, ale nic z tych rzeczy. Odwróciła się w moją stronę i już całkiem bez skrępowania patrzyła nie na moją twarz, ale w moje krocze. Reakcja mojego penisa była jeszcze bardziej widoczna. Jeszcze bardziej zesztywniał i uniósł swój wielki łeb.
-I co, pewnie liczysz na jakiś gorący seks? - powiedziała wprost i bez najmniejszych ogródek.
Ta rozmowa zmierzała w niewłaściwym kierunku. Czułem, że się czerwienię. Chaotycznymi ruchami zacząłem go zakrywać i powiedziałem:
-Nie. No co ty. Nie mam takich zamiarów. To tylko podniecenie. Ja… ja nie mam na to wpływu.
Najnormalniej w świecie bawiło ją to, bo roześmiała się w głos.
-Dobra, dobra, nie przejmuj się, przecież wiem, że każdemu chłopakowi staje na mój widok. Swoją drogą robi to na mnie mniejsze wrażenie, niż ci się wydaje.
-Co? - zdziwiłem się.
-Penisów w swoim życiu to już się naoglądałam, - wyjaśniła.
-He yyy… - stęknąłem, bo nie wiedziałem, jak odnieść się do tej sytuacji.
Była taka śliczna i tak blisko, a ja byłem nagi tak niesamowicie podniecony. Nie wiedziałem, co stanie się za chwilę.
-No dobra, powiem ci, - zaczęła z serdecznym uśmiechem na twarzy, - jestem naturystką.
-Naturystką? - westchnąłem.
W moich oczach musiała spostrzec ogromne zdziwienie, bo się odezwała:
-No wiesz, to tacy wariaci, co opalają się nago.
Wciąż byłem w szoku.
-Wiem, co to jest naturyzm, - przerwałem jej, bo nie mogłem wytrzymać.
-To wiesz pewnie, że tu niedaleko jest taka fajna dzika plaża i tam możesz nas spotkać. Nie tylko mnie, ale także wiele innych fajnych dziewczyn.
Tego było już za wiele. Miałem wrażenie, że to wszystko nie może być prawdą.
-Jejku, no tego to nie wiedziałem, - stęknąłem, - Żałuję tylko…
-Że co?
-Że nie spotkałem cię wcześniej.
-No cóż, Julian, wszystko można nadrobić, - powiedziała, sugerując bujny rozwój naszej znajomości.
-No tak, Natalio, rzeczywiście wszystko można naprawić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz