107. Lubisz biegać nago w deszczu.
Kiedy tak stała przede mną i kiedy tak na nią patrzyłem, wydawała się jeszcze młodsza i jeszcze bardziej dziecięca niż wczoraj na scenie.
-Wiem, jak to wygląda Natalia, ale uwierz mi, to nie tak, jak myślisz. Kiedy była burza, wybiegłem z domu... willa cioci, o gdzieś tam… - tłumaczyłem się, choć wiedziałem, że to nie ma sensu.
-Wiem, gdzie to jest, - powiedziała, kiwając głową, a na jej ślicznej buzi pojawił się delikatny uśmiech.
-Chciałem przebiec tylko kawałek i wrócić, ale straciłem orientację.
-Lubisz biegać nago w deszczu, co? - spytała, a jej głos zabrzmiał nieco podejrzanie.
Swój wzrok z mojej twarzy przeniosła na mojego penisa, bo ten jakby wbrew prawom fizyki przybrał już swoje normalne rozmiary i stał przepisowo na baczność. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Czułem, że wstyd ogarnia całe moje istnienie i brnąłem w to dalej.
-No wiesz, nigdy wcześniej tego nie robiłem, ale teraz ciocia gdzieś wyjechała, zostałem zupełnie sam, no i wiesz… coś jakoś mnie tak naszło…
-Naszło, cię… Hmm… widzę, że brak cioci źle na ciebie wpływa. Robisz głupie rzeczy.
-Och nie. To nie tak. Zresztą sam nie wiem.
Uśmiechnęła się ciepło.
-I jak? Przyjemnie się biega nago w deszczu?
Czułem, że się czerwienię ze wstydu, ale odpowiedziałem:
-Och tak. To wspaniałe uczucie.
W końcu zdjęła z siebie ortalionowy płaszcz przeciwdeszczowy i podała go mi, mówiąc:
-Załóż, będzie ci trochę cieplej.
-Aha, - mruknąłem, czując, że ta sytuacja jest naprawdę nierzeczywista.
Ona tymczasem popatrzyła na mnie i westchnęła:
-Chodź ze mną, chłopaku, bo marnie wyglądasz.
Teraz to ja ze zdziwienia otworzyłem usta. Gdzie miałbym z nią pójść i po co?
-He…- stęknąłem.
Spojrzała na mnie pytająco.
-Nie boisz się? - spytałem.
Wzruszyła ramionami.
-Ciebie? Wybacz, nie jesteś typem, którego miałabym się bać. Jesteś bez ubrania, zabłądziłeś w środku lasu, z zimna zsiniały ci usta i jeśli zaraz ci nie pomogę, mogę mieć cię na sumieniu, a tego bym nie chciała. Poza tym wiem, kim jesteś. No to jak, idziesz?
-Och, dzięki, tylko że ja w tamtą stronę. Dom cioci jest tam, - wskazałem w przeciwnym kierunku.
-Nie żartuj, dom cioci jest dwa kilometry stąd. Chcesz iść tam nago?
-No nie wiem…
-Do mnie to tylko trzysta metrów. Dam ci coś do ubrania i sobie pójdziesz. Przecież cię nie zgwałcę.
Zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco. Policzki mi płonęły i nie wiedziałem, co odpowiedzieć.
-Ach, no tak, przepraszam…
-Nic nie szkodzi. Ja się nie gniewam.
Trzęsąc się z zimna, ale z penisem w pełnym wzwodzie, szybko założyłem na siebie cienki granatowy płaszcz. Był nieco za mały, ale kiedy tylko zakryłem plecy i zrobiło mi się cieplej, stwierdziłem, że nie ma to żadnego znaczenia. Stała przede mną i ukradkiem zerkała na moje wielkie i twarde narzędzie, które jakby na złość nie chciało się schować pod spodem, tylko cały czas ciekawie wystawiało swój czerwony łeb w kształcie grzyba jakby w poszukiwaniu nowej zdobyczy. Byłem podniecony jak jasna cholera, a im dłużej to wszystko trwało, tym trudniej było mi nad tym zapanować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz