Szukaj na tym blogu

28 maja 2026

Zapach rozkoszy

61. Pozwól, że cię wezmę


Wyszła z łazienki naga, ociekająca wodą, która spływała po niej leniwymi, srebrzystymi strużkami. Ręcznik wisiał bezwładnie w jej dłoni, zapomniany, wilgotny, niepotrzebny. Skóra lśniła w półmroku korytarza, piersi unosiły się ciężko z każdym oddechem, sutki ciemne i napięte od gorąca kąpieli wciąż drżały na chłód powietrza. Krople wody kapały z końcówek włosów na podłogę, wydając ciche, intymne plaśnięcia.
Powietrze w domu zgęstniało nagle, stało się niemal namacalne. Znajomy zapach wdarł się w nozdrza – ciepły, pierwotny, piżmowy, przesycony wanilią i czymś głębszym, zwierzęcym, jakby ktoś właśnie rozpalił w kominku ciało i skórę. Serce zabiło jej mocniej, gardło ścisnęło się w słodkim skurczu. To nie był zapach domu. To był on.
Weszła do sypialni i zatrzymała się w progu jak wryta.
Na jej wielkim łóżku leżał Alex – nagi, rozciągnięty na wykrochmalonej bieli pościeli jak ciemny posąg ożywiony ciepłem krwi. Oliwkową skórę pokrywał delikatny połysk potu, mięśnie brzucha rysowały się wyraźnymi smugami cienia w bursztynowym świetle lampki nocnej. Klatka piersiowa unosiła się powoli, miarowo, a między szeroko rozstawionymi udami wznosiła się jego męskość – gruba, kształtna, nabrzmiała, pulsująca w rytmie własnego serca. Żyły wiły się na trzonie jak ciemne rzeki, głowica lśniła wilgocią przedwytryskowej wydzieliny, jądra leżały ciężkie, napięte, gotowe. Cały on emanował spokojną, drapieżną pewnością – nie spieszył się, nie ukrywał niczego.
Uśmiechnął się leniwie, kącik ust uniósł się w ten sam sposób, który wrył jej się w pamięć w autobusie.
Głos miał aksamitny, niski, jakby każde słowo przesuwał po jej skórze jak palec.
– Wydaje mi się, że nie powinnaś robić tego sama. Jesteś na to zbyt piękna.
Daniela wydała z siebie cichy, zduszony dźwięk – nie słowo, tylko westchnienie graniczące z jękiem. Nogi ugięły się pod nią, kolana zadrżały, a między udami spłynęła kolejna gorąca fala wilgoci, ciepła i lepka, sunąca powoli w dół wewnętrznej strony ud aż do kolan. Poczuła, jak cipka zaciska się gwałtownie na pustce, łechtaczka nabrzmiała do granic bólu, piersi falowały szybko, sutki stwardniały tak mocno, że niemal bolały, jakby niewidzialne palce właśnie je szczypały i kręciły.
– O Boże, – wyszeptała dygocąc jak listek osikowy.
Alex uniósł się lekko na łokciach, spojrzał na nią spod półprzymkniętych powiek. Zielono-złote oczy lśniły w półmroku jak dwa małe ogniska.
– Myślę, że powinniśmy to załatwić bez tego, na górze – powiedział cicho, z lekkim, ironicznym uśmiechem. – Jeśli podoba ci się mój oręż… to siadaj.
Wskazał dłonią na swoje przyrodzenie – gest powolny, niemal ceremonialny. Palce musnęły trzon, przesunęły się w górę, aż do głowicy, rozsmarowując wilgoć w lśniącą smugę. Członek drgnął, uniósł się jeszcze bardziej, jakby sam na nią czekał.
Feromony uderzyły w pełni – gęste, ciepłe, słodko-zwierzęce, wypełniły sypialnię jak dym kadzidła. Daniela poczuła, jak kręci jej się w głowie, jak krew pulsuje w skroniach, w sutkach, w cipce, w opuszkach palców. Kolana ugięły się całkowicie, opadła na podłogę miękko, na kolana, wciąż patrząc na niego szeroko rozwartymi oczami. Piersi falowały gwałtownie, oddech stał się urywany, płytki. Wilgoć spływała po udach już strumieniami, ciepłymi, lepkimi, pachnącymi jej własnym podnieceniem i wanilią olejku kąpielowego.
W głowie wirowało jedno pytanie, jedno pragnienie, jedno przerażenie pomieszane z euforią: czy to sen, czy jaw, czy on naprawdę tu jest, czy właśnie teraz, w tej chwili, jej życie właśnie skręca w stronę, z której nie ma powrotu.
Alex wyciągnął rękę – dłoń otwartą, ciepłą, cierpliwą.
– Chodź – szepnął. – Pozwól, że cię wezmę tak, jak powinnaś być wzięta.
Grzmot przetoczył się tuż nad dachem, szyby zadzwoniły cicho.
Daniela drgnęła całym ciałem.
I zrobiła krok do przodu – na kolanach, ociekająca, drżąca, gotowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

73. Zamknij oczy Kinga milczała. Poczuła nagle, jak ciepło rozlewa się po podbrzuszu – gwałtownie, bez uprzedzenia, jak łyk gorącego wi...