51. Efekt był natychmiastowy
Alex zrobił coś ostatecznego, choć na zewnątrz wyglądało to na zwykłe skupienie. Nie ruszył się z miejsca, ramiona wciąż otulały Clarę, dłonie spoczywały na jej pośladkach, palce muskające wilgotną skórę leniwie, jakby nic się nie działo. Nie podniósł głosu, nie wykonał żadnego gestu, który mógłby zdradzić napięcie. Tylko zamknął oczy na moment, rzęsy opadły powoli, oddech jego stał się głębszy, a w tej jednej sekundzie uwolnił maksymalną ilość feromonów, całą siłę, którą zwykle dozował ostrożnie, warstwa po warstwie, jak mistrz budujący napięcie w symfonii. Teraz nie było ostrożności. To miał być strzał, który powali ją natychmiast, nie da szans na ucieczkę, na realizację groźby, na żaden ruch poza poddaniem. Nie rozważał konsekwencji, nie kalkulował ryzyka. Musiał reagować szybko i skutecznie, zanim słowa Zuzy wyjdą poza oranżerię, zanim echo jej gniewu rozbije się o ściany akademika, zanim świat dowie się za dużo. W umyśle jego błysnęło coś zimnego, pierwotnego:
„Nie pozwolę, nie tej, nie teraz, nigdy”.
Powietrze w oranżerii zgęstniało nagle, jakby ktoś otworzył niewidzialne wrota do pierwotnego lasu po burzy – zapach wanilii, piżma, wilgotnej ziemi i czegoś głęboko zwierzęcego uderzył jak fala gorąca, ciężka, niepowstrzymana, wnikając w nozdrza, w skórę, w płuca, w sam rdzeń istoty. Feromony rozlały się falą, gęstą i słodką, mieszając się z zapachem lilii wodnych, orchidei, wilgotnej ziemi, z zapachem ich ciał – Clary, Zuzy, jego własnym – tworząc mgłę, która otulała wszystko, budząc drżenie, pulsowanie, wilgoć, gorąco. Clara westchnęła cicho w jego ramionach, ciało jej zadrżało lekko, echo wcześniejszej rozkoszy wróciło delikatnie, sutki napięły się znów, uda zacisnęły się wokół jego bioder, oddech stał się głębszy, a w myśli jej sennie:
„Znowu, jego zapach, więcej, zawsze więcej”.
Efekt był natychmiastowy, miażdżący. Zuza zatrzymała się w pół kroku, nogi ugięły się pod nią momentalnie, jakby ziemia zniknęła spod stóp, ciało osunęło się w wodzie z głośnym chlupotem, kolana uderzyły o dno fontanny, woda rozlała się falą wokół, lilie zadrżały gwałtownie, płatki opadające na jej ramiona, na piersi, na uda. Jęk wyrwał się z jej gardła – głęboki, bezradny, pełen zaskoczenia i kapitulacji, wychodzący z ust rozchylonych szeroko, wibrujący w powietrzu, mieszający się z pluskiem wody, z szelestem liści, z westchnieniem Clary.
Upadła na kolana, ręce bezwładnie opadły w wodę, głowa odrzucona do tyłu, rude włosy rozlane wokół jak ognista aureola, oczy zamknięte mocno, twarz wykrzywiona w ekstazie, rumieńce gniewu zastąpione falą gorąca rozkoszy. Myśl jej tonęła w chaosie:
„Nie, co to, nie mogę, chcę uciec, ale nie chcę, więcej, Boże, więcej”.
Fala uderzyła w nią całą – nieodparte pożądanie, wielokrotne, miażdżące, przeszło przez nią jak tornado, wstrząsając ciałem od wewnątrz, skurcze zaciskające się w brzuchu, w piersiach, w udach, biodra zadrżały gwałtownie, piersi uniosły się wysoko pod mokrą sukienką, sutki napięte boleśnie, twarde i pulsujące, wilgoć spłynęła obficiej niż kiedykolwiek, gorąca i lepka, mieszając się z wodą fontanny, spływająca po udach, po dłoniach bezwładnych, po mchu na krawędzi. Zapach jej podniecenia wzrósł, słodki i ciężki, mieszający się z feromonami Alexa, tworząc mgłę gęstą i upajającą, a ciało jej drżało w tej fali, jęki ciche i rytmiczne wychodzące z gardła, biodra poruszały się mimowolnie, szukając bliskości, ciepła, wypełnienia, które wisiało w powietrzu, blisko, nieuchronne.
Nie mogła się ruszyć, mięśnie bezwładne, ciało ciężkie od rozkoszy, która przychodziła falami bez przerwy, bez litości, fale jedna po drugiej, dłuższe i głębsze, skurcze zaciskające się wewnątrz, pulsujące, gorące, mokre, wilgoć spływająca obficiej, gorąca i lepka, zapach rozkoszy unoszący się wyżej, otulający ją całą. Mogła tylko jęczeć cicho, rytmicznie, w rytm fal, głos wychodzący z gardła bez kontroli, wibrujący w powietrzu, mieszający się z chlupotem wody, z szelestem liści, z westchnieniem Clary, a w umyśle jej chaos:
„Nie mogę, nie chcę, ale chcę, więcej, weź mnie, błagam, weź”.
Alex patrzył na nią spokojnie, złotawy błysk wrócił do oczu, czujność odzyskana całkowicie, spojrzenie przesuwające się po jej ciele drżącym w wodzie, po rumieńcach, po jękach, po wilgoci spływającej, delektując się poddaniem, energią płynącą falami, czystą i intensywną. Clara, wciąż w jego ramionach, westchnęła cicho – feromony dotarły i do niej, wywołując delikatne, leniwe echo wcześniejszej rozkoszy, sutki napięły się znów, uda zacisnęły się wokół jego bioder, oddech stał się głębszy, ciało zadrżało lekko w jego ramionach, a w myśli jej sennie: „Znowu, jego zapach, jego siła, podzielić się, niech będzie więcej”.
Zuza klęczała w wodzie, ciało drżące w ekstazie, oczy zamglone, usta rozchylone w ciągłym westchnieniu, jęki ciche i rytmiczne wychodzące z gardła, biodra falujące lekko, piersi unoszące się szybko, sutki pulsujące pod mokrą sukienką, wilgoć spływająca obficiej, gorąca i lepka, zapach podniecenia unoszący się wokół niej gęsty i słodki. Groźba rozplynęła się w powietrzu jak dym, słowa gniewu zapomniane, pozostała tylko tęsknota – głębsza niż kiedykolwiek, pulsująca w brzuchu, w piersiach, w udach, w miejscu intymnym nabrzmiałym i otwartym, czekającym na dotyk, na wypełnienie, na niego. Myśl jej tonęła w poddaniu:
„Jestem twoja, weź mnie, błagam, nie zostawiaj w tej pustce”.
Alex nie podszedł do niej jeszcze, stał w wodzie, Clara w ramionach, ciało jego dominujące w półmroku, męskość pulsująca lekko, wilgotna od Clary, obietnica, która wisiała w powietrzu, blisko Zuzy drżącej w wodzie. Tylko patrzył, patrzył jak drapieżnik, oczy zielono-złote błyszczące w księżycu, spojrzenie przesuwające się po jej ciele, po drżeniu, po jękach, po wilgoci spływającej, delektując się tą chwilą, energią płynącą falami, czekając na moment, gdy poddanie będzie całkowite, gdy błaganie stanie się głośniejsze, gdy noc w oranżerii rozkwitnie w pełni, w tej mrocznej, gorącej szklanej klatce pełnej zapachów, cieni i pragnień, które dopiero czekały na spełnienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz