Szukaj na tym blogu

22 maja 2026

Zapach rozkoszy

55. Pub „Pod Lampą”


Pub „Pod Lampą” znajdował się zaledwie kilka kroków od kampusu, w starej, osmolonej kamienicy z lat trzydziestych, gdzie drewniane stoły nosiły głębokie ślady po setkach kufli, niedopałkach i nożach, którymi ktoś kiedyś rzeźbił inicjały. Na ścianach wisiały pożółkłe plakaty zespołów, które przestały istnieć, zanim większość studentów się urodziła. Był wczesny wieczór kilka dni po imprezie w akademiku, powietrze gęste od zapachu starego drewna, przetrawionego piwa i wilgotnego lata, które nie chciało odejść, mimo że słońce już dawno zaszło. W rogu sali, przy stoliku częściowo zasłoniętym masywnym filarem, siedzieli Jacek, Kuba i Marek. Trzy kufle piwa stały przed nimi, już w połowie puste, frytki na talerzu zdążyły ostygnąć, zmatowieć i skleić się w bezkształtną masę. W tle dudniła stara rockowa playlista – niskie, chropowate gitary i perkusja, która brzmiała jak bicie serca w ciemnym tunelu, dudniące, natarczywe, nie dające spokoju.
Jacek siedział pochylony nad stołem, łokcie wbite w blat tak mocno, że drewno lekko skrzypiało, dłonie zaciśnięte wokół kufla, aż knykcie pobielały. Patrzył w ciemny płyn, w którym odbijało się żółtawe światło lampy wiszącej nad nimi, potem podniósł wzrok. Oczy miał zmęczone, podkrążone, zaczerwienione – jakby od kilku nocy nie spał naprawdę, tylko przewracał się z boku na bok, odtwarzając w głowie tamtą scenę. Był na tej imprezie. Widział wszystko na własne oczy. Nie śmiał się jak reszta, nie klaskał, nie żartował. Od pierwszej chwili, gdy Alex wszedł do pokoju, coś w nim się napięło – nie podniecenie, tylko czysty, zimny niepokój. Coś w tym facecie było nie tak. Za spokojny. Za pewny. Za… nie-ludzki.
– No dobra, chłopaki, gadajcie wreszcie. Co tam się naprawdę działo na tej imprezie? Bo ja widziałem, ale chcę usłyszeć, co wy myślicie. Bo ja tylko słyszałem jakieś krzyki i śmiechy, a potem widziałem Clarę, jak wychodziła z tym gościem… Wyglądała, jakby ją ktoś przejechał ciężarówką, ale jednocześnie jakby była w siódmym niebie. Co wy tam robiliście?
Kuba odchylił się na krześle, oparł łokcie o blat, pociągnął długi łyk piwa, otarł usta grzbietem dłoni i zaśmiał się krótko, nerwowo – śmiech, który szybko zgasł.
– Stary, to nie była zwykła impreza. To był jakiś pieprzony film dla dorosłych, tylko bez kamery. Pamiętasz tego typa, Alexa? Ten wysoki, taki… za ładny, wiesz? Wchodzi, a od niego pachnie jak las po deszczu wymieszany z wanilią i czymś… no, zwierzęcym. I nagle gada: „Ja umiem dawać orgazm samym dotykiem dłoni”. Myśleliśmy, że jaja robi.
Jacek zmarszczył brwi, głos mu stwardniał.
– Ja nie myślałem, że jaja robi. Ja od razu wiedziałem, że to nie żart. On od początku miał to w planie. I co, zrobił?
Marek kiwnął głową, oczy mu błyszczały dziwnym, mieszanym blaskiem – podniecenie walczyło w nich z niepokojem. Pochylił się bliżej stołu, ściszając głos, jakby bał się, że ktoś przy sąsiednim stoliku usłyszy.
– Zrobił, kurwa, zrobił. Wybrał Clarę. Tę cichą, z jasnymi warkoczami, co zawsze siedzi z książką i prawie się nie odzywa. Wszyscy się śmiali, że żartuje, a on bierze ją za ręce, patrzy w oczy i… po minucie ona już drży jak liść. Zaczyna oddychać ciężko, sutki jej sterczą przez sweter, biodra się ruszają same. A on nawet nie rusza palcem poza tymi dłońmi.
Jacek pochylił się jeszcze bardziej, głos mu spadł do szeptu.
– Czekaj… serio? Bez dotykania nigdzie indziej? Jak to w ogóle możliwe? Bo ja patrzyłem i nie wierzyłem własnym oczom. Ona naprawdę… no wiesz… skończyła. Dwa razy. Na oczach wszystkich. Widziałem, jak jej nogi się trzęsą, jak wilgoć przesiąka przez majtki pod sukienką. To nie był żart.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

58. Z echem tego dotyku Z drugiego końca autobusu patrzył na nią mężczyzna. Wysoki, o idealnie wyrzeźbionym ciele, które czarna koszul...