Szukaj na tym blogu

17 maja 2026

Zapach rozkoszy

50. Opowiem, co widziałam


Coś w niej pękło nagle, jak napięta struna, która w końcu nie wytrzymała ciężaru oczekiwania. Purpurowe rumieńce, które wcześniej malowały jej policzki ciepłym odcieniem pożądania, teraz rozlały się po twarzy i dekolcie falą gniewu, gorącą i palącą, sięgającą aż do uszu, gdzie skóra zapłonęła głębokim, intensywnym kolorem. Oczy błysnęły wściekłością ostrą i jasną w półmroku oranżerii, usta zacisnęły się na moment w cienką linię, potem rozchyliły w grymasie niedowierzania, wargi drżące lekko od emocji, które kłębiły się wewnątrz – mieszanka upokorzenia, żądzy i furii, która paliła od środka. Ciało jej, wciąż rozgrzane od wcześniejszego podniecenia, drżało teraz innym rytmem, mięśnie napięte, woda fontanny falująca wokół ud przy każdym porusowaniu, chłodna i lepka na skórze, kontrastująca z gorącem gniewu rozlewającym się po brzuchu, po piersiach, po udach rozchylonych. Myśl jej wirowała w chaosie: „Znowu nie, znowu odmowa, patrzyłam, widziałam, jak brał ją, jak dawał wszystko, a mnie nic, nic, tylko patrzeć i cierpieć”.

– Co?! Nie dziś? Jaja sobie robisz?! – rzuciła, głos drżący i wyższy niż zwykle, wychodzący z gardła z siłą, która zaskoczyła nawet ją samą, echo odbijające się od szklanych ścian, mieszające się z chlupotem wody, z szelestem liści paproci. – Znowu nie dziś? Patrzyłam na was. Widziałam, co zrobiłeś z nią. Dałeś jej wszystko. A mnie… znowu nic? Czy to takie trudne dać mi trochę rozkoszy, tej samej, którą dałeś jej? 

Słowa wychodziły szybko, ostre jak szkło, pełne goryczy i żądzy, oddech jej urywany, piersi unoszące się gwałtownie pod mokrą sukienką, sutki napięte boleśnie, biodra drżące w wodzie, wilgoć spływająca po udach gorąco, mieszając się z wodą fontanny. Czuła każdy szczegół – chłód wody na skórze, ciepło gniewu wewnątrz, zapach własnego podniecenia wciąż ciężki i słodki, mieszający się z ich zapachem, a w umyśle jej burza: 

„Nie zasługuję, dlaczego ona tak, a ja nie, weź mnie, albo zniszczę cię, zniszczę to wszystko”.

Woda chlupnęła głośno, gdy zrobiła krok do tyłu, fale rozlały się wokół jej ud, muskając skórę, lilie wodne zadrżały, płatki opadające na powierzchnię, a biodra jej zadrżały w tym ruchu, mięśnie napięte, pośladki falujące lekko pod mokrą sukienką, ręce zacisnęły się w pięści, paznokcie wbijające się w dłonie, ból mały i ostry kontrastujący z pulsowaniem wewnątrz. 

– O nie, tak nie będzie! – wysyczała, głos łamiący się między wściekłością a podnieceniem, które wciąż pulsowało w niej nieugaszone, gorące i natarczywe, wilgoć spływająca obficiej po udach, po wodzie, zapach jej gniewu i żądzy unoszący się wyżej, słodki i ciężki. – Jak odmówisz mi po raz kolejny… to opowiem wszystkim. Wszystkim z akademika. Opowiem, co widziałam. Powiem, że nie jesteś człowiekiem, bo nie jesteś, robaku. Że robisz coś… nienaturalnego. I wiesz co, wezmą cię, zamkną w klatce. A później w laboratorium pokroją na plasterki. Hahaha… będą cię badać. I nigdy już nie będziesz mógł tego zrobić żadnej z nas. 

Słowa te zawisły w powietrzu jak ostrze, ostre i zimne, echo odbijające się od szyb, mieszające się z pluskiem wody, z szelestem liści, z oddechem Clary cichym i sennym, a Zuza czuła, jak gniew pali ją od wewnątrz, jak podniecenie miesza się z furią, jak ciało drży w tej groźbie, uda zaciskające się, piersi unoszące się szybko, sutki pulsujące boleśnie, myśl jej: 

„Zniszczę cię, jeśli nie dasz mi tego, co chcę, teraz, tutaj, albo nigdy”.

Jej słowa zawisły w powietrzu jak ostrze, ciężkie i ostre, wibrujące w ciszy oranżerii, gdzie woda falowała jeszcze lekko wokół ciał Clary i Alexa, gdzie lilie muskające skórę, gdzie zapach rozkoszy i gniewu mieszał się w gęstą mgłę. Alex zamarł, po raz pierwszy tej nocy stracił pewność siebie – ciało jego napięte lekko, ramiona trzymające Clarę mocniej, oczy zielono-złote błysnęły czymś nowym, zaskoczeniem, może nawet chwilowym lękiem, spojrzenie przesuwające się po twarzy Zuzy, po rumieńcach gniewu, po drżeniu bioder, po pięściach zaciśniętych. W umyśle jego przemykało coś szybkiego, obliczonego: 

„Zobaczyła, wie za dużo, grozi, nie przewidziałem, nie tej, nie teraz”, a zapach jej gniewu i podniecenia wniknął głębiej, intensywny i dziki, budzący w nim mieszankę pokusy i ostrożności.

W tej jednej sekundzie stracił czujność, spojrzenie jego utkwione w Zuzie, ciało napięte, woda falująca wokół, Clara w ramionach westchnęła cicho, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje, euforia wciąż otulająca ją jak mgła, oczy półprzymknięte, uśmiech delikatny na ustach, piersi unoszące się na jego torsie, uda zaciskające się lekko. 

Zuza stała w wodzie, biodra drżące, oczy błyszczące furią i żądzą, sukienka mokra i ciężka, przylepiona do ciała, podkreślająca każdy kształt, każdy puls, a w powietrzu napięcie gęstniało, ciężkie i natarczywe, zapach gniewu, rozkoszy, wody, lilii unoszący się wyżej, a noc w oranżerii wisiała na krawędzi, czekając na ruch, na słowo, na decyzję, która mogła wszystko zmienić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

58. Z echem tego dotyku Z drugiego końca autobusu patrzył na nią mężczyzna. Wysoki, o idealnie wyrzeźbionym ciele, które czarna koszul...