Szukaj na tym blogu

7 maja 2026

Zapach rozkoszy

40. Ciepło fontanny


Alex wszedł w nią głębiej, nie tylko palcami, które dotąd budowały napięcie, lecz całym sobą – jego męskość, twarda i gorąca, pulsująca życiem, gruba i długa, z żyłami wyraźnie zarysowanymi pod oliwkową skórą, wniknęła powoli, nieubłaganie, centymetr po centymetrze, rozciągając wnętrze, wypełniając pustkę ciepłem, które rozlewało się falami po brzuchu Clary, po udach, po piersiach. Woda fontanny falowała wokół ich bioder cicho, muskając skórę, potęgując każde pchnięcie, każde lekkie wycofanie, a Clara westchnęła głęboko, oddech jej zadrżał w gardle, ciało wygięło się lekko w jego ramionach, uda zacisnęły się wokół jego bioder mocniej, wilgoć spłynęła obficiej, mieszając się z ciepłą wodą, tworząc gorącą, lepką mgłę wokół połączenia ich ciał. Czuła każdy szczegół – głowicę muskającą najgłębsze miejsca, żyły pulsujące na ściankach, ciepło wnikające coraz głębiej, rozpalające od wewnątrz, a w myśli jej tylko jedno, powtarzające się jak mantra: 

„Tak, głębiej, wypełnij mnie całą, nie przestawaj, nigdy nie przestawaj”.

Jego męskość wypełniała ją całkowicie, ciepła i pulsująca, gruba i długa, z żyłami wyraźnie zarysowanymi pod oliwkową skórą, sunąca powoli, nieubłaganie, rozciągając miękkie, gorące ścianki, które zaciskały się wokół niego instynktownie, pulsując w rytm serca, w rytm jego oddechu, w rytm wody chlupocącej cicho wokół bioder. Clara czuła to wszystko – ciepło bijące od niego, twardość posiadającą, pulsowanie żywe i natarczywe, wilgoć własną spływającą obficiej, gorącą i słodką, mieszającą się z wodą fontanny, tworzącą strumień, który spływał po udach, po jego męskości, po mchu na krawędzi. Sutki jej napięły się boleśnie nad powierzchnią wody, piersi falowały szybko, oddech stał się westchnieniem ciągłym, a w umyśle jej kolory wirowały – głęboka czerwień w brzuchu, złoto na skórze, gdzie woda muskała, fiolet wnikający w samo centrum, gdzie on posiadał ją całą.

Westchnęła głęboko, dźwięk wyszedł z gardła miękki i bezradny, wibrujący w powietrzu oranżerii, mieszający się z szelestem liści, z pluskiem wody, z odległym śpiewem cykad. Ciało jej drżało w jego ramionach, uda zaciskały się wokół bioder mocniej, wnętrze pulsowało wokół jego męskości, wilgoć spływała obficiej, gorąca i lepka, a piersi unosiły się szybko, sutki lśniące kroplami wody, drżące w chłodniejszym powiewie. Myśl jej tonęła w tym: 

„Jest we mnie, cały, głęboko, nie mogę oddychać, nie chcę, chcę tylko tego, więcej, zawsze więcej”, a jęk cichy wyszedł z ust, bezwiedny, słodki, echo odbijające się od szyb.

Jej wewnętrzne ścianki – miękkie, gorące, wilgotne, aksamitne – zaciskały się wokół niego instynktownie, pulsując w rytm serca, w rytm jego pchnięć, w rytm wody falującej wokół, otulającej połączenie ich ciał ciepłem i lepkością. Czuła każdy ruch – wysunięcie powolne, drażniące, wniknięcie głębokie, wypełniające, muskające miejsca najczulsze, wywołujące skurcze, fale ciepła rozlewające się po całym ciele, po brzuchu, po piersiach, po udach drżących w wodzie. Zapach ich bliskości – słodki, cielesny, z nutą lilii i gnijących liści – unosił się wyżej, otulając, upajając, a Clara czuła, jak ciało jej odpowiada, jak wnętrze zaciska się mocniej, jak wilgoć spływa obficiej, jak sutki pulsują w powietrzu, jak oddech staje się westchnieniem ciągłym.

Woda chlupała cicho wokół ich bioder przy każdym ruchu, falując delikatnie, muskając skórę, spływając po udach, po brzuchu, po piersiach unoszących się nad powierzchnią, krople lśniące w księżycu jak perły na jedwabiu. Ciepło fontanny otulało połączenie ich ciał, potęgując każde pchnięcie, każde powolne wycofanie, sprawiając, że wilgoć mieszała się z wodą, że pulsowanie wewnątrz było głębsze, że skurcze przychodziły silniejsze. Clara czuła to wszystko – ciepło wody na skórze, chłód powietrza na piersiach, ciepło jego męskości wewnątrz, pulsujące i posiadające, a w umyśle jej tylko jedno: 

„To nasza muzyka, niech gra dalej, niech nie kończy się nigdy”.

Pierwsza fala nadeszła szybko, rozlała się po ciele gwałtownie, skurcze zacisnęły się wokół niego mocno, mięśnie wewnętrzne drżały, pulsowały, wilgoć spływała obficiej, mieszając się z ciepłą wodą, gorąca i lepka, spływająca po udach, po jego męskości, po mchu na krawędzi. Ciało jej wygięło się w łuk, plecy oparły się o jego tors, głowa opadła do tyłu, włosy zanurzone w wodzie, rozlewające się wokół, a jęk wyszedł z gardła głęboki, bezradny, echo odbijające się od szyb. Fala wstrząsnęła udami, brzuchem, piersiami, sutki zapulsowały boleśnie, oddech zamarł na chwilę, a w myśli jej: 

„Tak, teraz, eksploduję, nie przestawaj, weź tę falę”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

58. Z echem tego dotyku Z drugiego końca autobusu patrzył na nią mężczyzna. Wysoki, o idealnie wyrzeźbionym ciele, które czarna koszul...