Szukaj na tym blogu

8 maja 2026

Zapach rozkoszy

41. Wszedł w nią od tyłu


Jej ciało wygięło się w łuk, plecy napięte, biodra uniosły się wyżej w wodzie, uda zacisnęły się wokół jego bioder mocniej, ręce oplatały szyję, palce wplatające się we włosy, ciągnące lekko w uniesieniu. Pełne piersi uniosły się całkowicie nad powierzchnię – ciężkie, kształtne, sutki napięte, ciemnoróżowe, krople spływające po nich jak łzy rozkoszy, lśniące w księżycu, drżące przy każdym skurczu wewnątrz. Clara czuła chłód powietrza na skórze piersi, kontrast z ciepłem wody poniżej, z ciepłem jego ciała, z falą, która wstrząsała wszystkim, a jęk jej stał się ciągły, cichy, wibrujący w powietrzu.

Alex nie przestawał, biodra jego poruszały się rytmicznie – powolne, głębokie pchnięcia, mięśnie brzucha napięte i zarysowane w świetle, pośladki silne, napięte przy każdym ruchu, ręce trzymające ją pewnie, palce na biodrach, na pośladkach, wbijające się lekko w skórę. Czuł jej skurcze, jej wilgoć, jej energię płynącą falami, i brał to wszystko, delektując się, oczy jego błyszczące złotawym blaskiem, spojrzenie przesuwające się po jej twarzy, po piersiach, po miejscu połączenia pod wodą, jakby wiedział dokładnie, jak długo może ciągnąć, jak głęboko może wejść, zanim fala wróci.

Zmienił pozycję delikatnie, ręce jego pewne na jej ciele, obrócił ją powoli w wodzie, tak że oparła się piersiami o ciepłą krawędź fontanny, kamień gładki i wilgotny pod piersiami, mech miękki pod sutkami, woda falująca wokół brzucha, ud. Jej plecy wygięły się wdzięcznie, pośladki uniosły się lekko nad wodą – okrągłe, jędrne, skóra gładka, lśniąca od wody i potu, wilgoć spływająca po krągłościach, po wewnętrznej stronie ud. Włosy opadały wodospadem na ramiona – jasne, wilgotne, przylepione do nagiej skóry, opadające na plecy, na krawędź fontanny, muskające wodę. Clara czuła chłód kamienia na piersiach, ciepło wody na brzuchu, ciepło jego ciała za sobą, a w myśli jej: „Tak, od tyłu, wejdź, posiadaj mnie całą, niech woda chlupocze w rytm”.

Wszedł w nią od tyłu, ręce Alexa spoczęły na jej biodrach – palce wbijające się lekko w miękką skórę, trzymając mocno, lecz troskliwie, unosząc lekko, rozchylając, a jego męskość wniknęła głęboko, wypełniając od razu, pulsując wewnątrz, rozciągając, posiadając. Woda chlupotała głośniej przy każdym ruchu, falując wokół, muskając pośladki, uda, brzuch, lilie zadrżały, płatki opadające na wodę, na skórę. Ciepła, lepka ciecz spływała po jej udach – pełnych, gładkich, rozchylonych – razem z własną wilgocią, gorącą i obfitą, spływającą po jego męskości, po krawędzi fontanny. Jej róża rozkoszy – odsłonięta całkowicie, wilgotna, nabrzmiała, różowa i lśniąca w księżycowym świetle – przyjmowała go z drżeniem, płatki miękkie i gorące zaciskały się wokół twardości w rytm fal, w rytm pchnięć, w rytm chlupotu wody.

Każde pchnięcie było głębsze, wypełniające całkowicie, muskające miejsca najczulsze, wywołujące skurcze, fale ciepła rozlewające się po plecach, po pośladkach, po udach. Każde wycofanie – powolne, drażniące, zostawiające pustkę, która domagała się natychmiastowego wypełnienia, wilgoć spływająca obficiej, gorąca i słodka. Fale przychodziły jedna po drugiej – dłuższe, głębsze, przedłużone, ciało jej drżało w ekstazie, pośladki falowały pod jego dłońmi, uda drżały w wodzie, brzuch pulsował, wnętrze zaciskało się rytmicznie, wilgoć spływająca strumieniem, zapach rozkoszy unoszący się wyżej, otulający ich oboje.

Jego ciało dominowało – tors szeroki za jej plecami, mięśnie ramion napięte przy każdym pchnięciu, biodra silne i pewne, poruszające się z precyzją drapieżnika, który wie dokładnie, jak brać, jak dawać, jak przedłużać. Męskość wchodziła w nią całkowicie – wypełniając, rozciągając, pulsując w unisonie z jej drżeniem, z jej skurczami, z jej falami, które przychodziły coraz częściej, coraz silniej, ciało jej wygięte, ręce zaciskające się na krawędzi fontanny, palce wbijające się w mech, oddech urywany, jęki ciche i ciągłe.

Clara jęknęła cicho, głos echo odbił się od szklanych ścian – bezradny, słodki, pełen poddania, wibrujący w powietrzu, mieszający się z chlupotem wody, z szelestem liści, z jej własnym oddechem przyspieszonym. Jęk był długi, drżący, wychodzący z gardła bez kontroli, ciało jej wstrząsane falami, pośladki falujące w jego dłoniach, uda zaciskające się, wnętrze pulsujące wokół niego mocno, wilgoć spływająca obficiej, gorąca i lepka, a w myśli jej tylko jedno: „Jestem twoja, całkowicie, weź mnie dalej, nie kończ, nigdy nie kończ”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

58. Z echem tego dotyku Z drugiego końca autobusu patrzył na nią mężczyzna. Wysoki, o idealnie wyrzeźbionym ciele, które czarna koszul...