Szukaj na tym blogu

9 maja 2026

Zapach rozkoszy

42. Smak miodu i ziemi


Clara nie krzyczała – jej głos był ciągłym, cichym westchnieniem, wychodzącym z gardła miękko i bezradnie, wibrującym w powietrzu oranżerii jak odległe echo, przerywanym tylko głębokimi, bezradnymi jękami, gdy kolejna fala zalewała ją całą, wstrząsając ciałem od wewnątrz, rozlewając gorąco po brzuchu, po piersiach, po udach zanurzonych w wodzie. Jęki te były niskie, gardłowe, pełne poddania, mieszające się z chlupotem wody, z szelestem liści paproci muskających skórę, z zapachem lilii wodnych unoszącym się słodko i ciężko. Ciało jej drżało w rytm tych jęków, biodra poruszały się mimowolnie, szukając głębszego wniknięcia, ręce oplatały jego szyję mocniej, palce wplatające się we włosy, ciągnące lekko w uniesieniu, a w myśli jej tylko jedno, powtarzające się jak zaklęcie: 

„Nie przestawaj, niech te jęki trwają, niech fale nie kończą się nigdy”.

Biodra drżały gwałtownie, mięśnie ud napięte i rozluźnione na przemian, falujące w wodzie, która chlupotała wokół przy każdym ruchu, ciepła i lepka, muskająca skórę wewnętrzną ud, spływająca po pośladkach, po jego męskości wnikającej głęboko. Pośladki falowały pod jego dłońmi – okrągłe, jędrne, skóra gładka i wilgotna od wody, od potu, od wilgoci rozkoszy, palce jego wbijające się lekko w miękką tkankę, trzymające mocno, unoszące przy każdym pchnięciu, sprawiając, że ciało jej unosiło się wyżej, że wniknięcie było głębsze, że fale przychodziły silniejsze. Clara czuła każdy ucisk palców, każde falowanie mięśni pod skórą, każdy ruch wody wokół pośladków, a jęk jej stał się ciągły, cichy, wibrujący w piersi, w gardle, w powietrzu.

Woda spływała po jej plecach powoli, strumykami ciepłymi i leniwymi – po kręgosłupie wygiętym w łuk rozkoszy, po łopatkach delikatnych, wystających lekko pod skórą, po talii wąskiej, gdzie woda gromadziła się na chwilę w zagłębieniu, zanim spłynęła niżej, po pośladkach, po udach. Spływała po skórze gładkiej i wilgotnej, muskając miejsca wrażliwe, kontrastując z gorącem wewnątrz, z pulsowaniem jego męskości, z falami, które wstrząsały ciałem od środka. Clara czuła każdy strumyk, każdy chłód na skórze pleców, każdy kontrast z ciepłem jego torsu za sobą, a w umyśle jej wirowało: „Woda spływa jak łzy, jak pieszczota, jak część niego, niech spływa dalej, niech otula”.

Pełne piersi ocierały się o mech na krawędzi fontanny, miękki i wilgotny, muskający sutki napięte i ciemnoróżowe, twarde od chłodu powietrza i gorąca wewnątrz, krople wody spływające po krągłościach, zbierające się na sutkach, opadające leniwie jak łzy rozkoszy w księżycowym świetle. Mech był chłodny, miękki, uginał się pod ciężarem piersi, muskając skórę delikatnie, budząc dreszcze, które przenikały całe ciało, mieszały się z falami wewnątrz, z pchnięciami, z ciepłem wody poniżej. Clara czuła każdy kontakt – mech na sutkach, krople spływające, chłód kontrastujący z gorącem brzucha, z pulsowaniem w udach, a jęk jej stał się głębszy, westchnienie wychodzące z gardła bez kontroli.

Dla niej każdy ruch był kolorem i dźwiękiem – głęboka czerwień wnikająca w brzuch przy każdym pchnięciu, gorąca i pulsująca, niski ton wibrujący w kościach, w kręgosłupie, w udach, jakby oranżeria sama grała symfonię, liście szeleszczące, woda chlupocząca, jego oddech niski i ciepły na karku. Smak miodu i ziemi na języku – słodki, pierwotny – choć nie całowali się w tej chwili, jakby smak jego esencji pozostał, jakby woda niosła go, jakby powietrze było pełne niego. Kolory wirowały w głowie, dźwięki wibrowały w ciele, a Clara czuła, jak rozkosz maluje ją od wewnątrz, jak staje się częścią tej nocy, tej wody, tego mężczyzny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

58. Z echem tego dotyku Z drugiego końca autobusu patrzył na nią mężczyzna. Wysoki, o idealnie wyrzeźbionym ciele, które czarna koszul...