Szukaj na tym blogu

6 maja 2026

Zapach rozkoszy

39. Woda zafalowała wokół nich


Alex wszedł do wody razem z nią, powoli, krok po kroku, jego ruchy płynne i pewne, jakby woda była jego żywiołem, jakby znał każdy jej sekret. Ciepła, aksamitna ciecz otoczyła najpierw ich stopy, potem łydki, uda, brzuch, piersi Clary – falując delikatnie wokół ciał, muskając skórę jak tysiące miękkich warg, wnikając w każdy zakamarek, mieszając się z potem i wilgocią, która już spływała po jej udach. Woda była niemal gorąca od upalnego dnia, stojąca i ciężka, pachnąca ziemią, glonami i słodkim gniciem liści opadłych na dno, mokra, lepka, otulająca ciało jak drugi kochanek, ciepły i natarczywy, budzący dreszcze kontrastu z chłodniejszym powiewem z rozbitej szyby. 

Clara westchnęła głęboko, gdy woda musnęła jej nagie miejsca intymne – ciepło wniknęło w nią natychmiast, mieszając się z własną wilgocią, potęgując pulsowanie wewnątrz, rozlewając się falą po brzuchu, po piersiach, po całym ciele, jakby ta ciecz była przedłużeniem jego dotyku, jego palców, jego ciepła. Oddech jej zadrżał, biodra poruszyły się lekko, falując powierzchnię, lilie wodne zadrżały wokół, płatki muskające uda, brzuch, piersi unoszące się nad wodą. Zapach wody – ziemisty, słodki od gnijących liści, z nutą lilii – mieszał się z zapachem jej podniecenia, z jego zapachem, tworząc mgłę gęstą i upajającą, w której myśli rozpływały się, w której ciało domagało się więcej, głębiej, natychmiast. Czuła każdy podmuch wiatru na odsłoniętej skórze nad wodą, każdy muskający płatek lilii, każdy ruch wody wokół ud rozchylonych, a w umyśle jej tylko jedno: „Zanurz mnie głębiej, weź mnie w tej wodzie, niech wszystko mnie otula”.

Alex oparł ją plecami o krawędź fontanny – kamień gładki i ciepły od dnia, pokryty cienką warstwą mchu miękkiego i wilgotnego, który ugiął się pod jej ciężarem, otulając plecy jak poduszka z żywej ziemi, pachnącej deszczem i zielenią. Woda falowała wokół bioder, muskając brzuch, piersi unoszące się szybko, sutki lśniące kroplami, a jego ciało blisko, tors przy jej torsie, ciepło przenikające przez wodę, przez skórę. Clara czuła chłód kamienia za plecami, ciepło wody wokół, ciepło jego ciała przed sobą, kontrasty budzące dreszcze, wilgoć spływającą obficiej, pulsowanie wewnątrz, a ręce jej oplatały jego szyję, palce wplatające się we włosy, ciągnąc lekko, błagając o bliskość.

Jej piersi uniosły się ponad powierzchnię wody – pełne, ciężkie, falujące w rytm oddechu przyspieszonego, krople spływające po krągłościach powoli, zbierające się na sutkach napiętych, ciemnoróżowych, lśniących w księżycu jak perły na jedwabiu, drżące lekko przy każdym poruszeniu, przy każdym westchnieniu. Woda muskała je od dołu, ciepła i lepka, kontrastując z chłodniejszym powietrzem nad powierzchnią, sutki pulsowały boleśnie rozkosznie, czekając na dotyk, na ciepło warg, na język, a Clara czuła każdy spływający strumyk, każdy podmuch wiatru, każdy zapach lilii unoszący się z wody, mieszający się z jej zapachem, z jego zapachem, a w myśli jej: „Patrz na mnie, dotknij, weź te piersi, ssij, spraw, by bolały rozkosznie”.

Jego usta znalazły jedną z nich – pochylając się powoli, wargi przylgnęły do sutka ciepło, język okrężny, muskający, smakujący słoną wilgoć wody i słodki smak jej skóry, ssący lekko, gryzący delikatnie, wywołując dreszcze, które przenikały całe ciało. Clara wygięła się w łuk, plecy oparły się mocniej o mech, woda zafalowała wokół, lilie zadrżały, westchnienie wyszło z gardła głębokie i bezradne, biodra poruszyły się w wodzie, szukając więcej, a w umyśle jej kolory wirowały – złoto na sutku, czerwień w piersiach, fiolet w brzuchu, zieleń wnikająca głębiej. Czuła każdy ruch języka, każde ssanie, każdy podmuch powietrza na drugiej piersi, czekającej, pulsującej.

Clara wygięła się w łuk, głowa opadła jej do tyłu powoli, jasne włosy zanurzyły się w wodzie, rozlewając się wokół jak jasna aureola, wilgotne kosmyki oplatające ramiona, kark, muskające skórę chłodno i miękko, kontrastując z gorącem ust na piersi. Jęk jej był cichy, długi, wibrujący w powietrzu, mieszający się z szelestem liści, z pluskiem wody, ciało drżało w tej pieszczocie, uda zaciskały się wokół jego bioder mocniej, wilgoć spływająca obficiej w wodzie, rozpuszczająca się w niej, zapach rozkoszy unoszący się wyżej, słodki i cielesny.

Jego dłoń powędrowała niżej – pod powierzchnię, między jej uda, które rozchyliły się same, zapraszająco, palce sunęły po wewnętrznej stronie skóry gładkiej i wilgotnej, muskając fałdy, wnikając powoli w ciepło i wilgoć, czując, jak miękkie ścianki zaciskają się wokół niego mocno, pulsująco. Clara jęknęła głośniej, głos echo odbił się od szklanych ścian, woda zafalowała wokół nich gwałtowniej, lilie wodne zadrżały, płatki muskające skórę, a ciało jej wygięło się jeszcze bardziej, piersi unoszące się wyżej, sutki pulsujące w powietrzu, oddech urywany, myśl jej tonąca w tej pieszczocie: „Głębiej, więcej, wejdź całym, posiadaj”.

Dla niej to było więcej niż dotyk – była to fala głębokiego szafiru zalewająca brzuch gorącem i pulsowaniem, potem złota eksplodującego w piersiach, sutkach, potem ciemnej, aksamitnej purpury wnikającej w sam rdzeń jej istoty, rozlewającej się po całym ciele, budzącej skurcze, drżenie, wilgoć spływającą obficiej, zapach rozkoszy unoszący się w powietrzu, mieszający się z liliami, z orchideami, z wilgotną ziemią, a ciało jej drżało w tej symfonii kolorów, poddane całkowicie, myśl jej tylko jedno: „Jestem twoja, maluj mnie dalej, aż eksploduję, aż nie zostanie nic”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

58. Z echem tego dotyku Z drugiego końca autobusu patrzył na nią mężczyzna. Wysoki, o idealnie wyrzeźbionym ciele, które czarna koszul...