Szukaj na tym blogu

12 maja 2026

Zapach rozkoszy

45. Lecz nie byli sami


Ciało Clary bezwładne po ostatniej, przedłużonej fali, opadło na jego pierś, mięśnie rozluźnione, ciężkie od rozkoszy, oddech płytki i ciepły na jego skórze, piersi unoszące się szybko na jego klatce, sutki muskające twarde mięśnie, wilgoć spływająca po brzuchu, po udach. Oczy zamglone euforią, rzęsy długie i drżące, jakby łzy rozkoszy wisiały na nich, usta rozchylone w delikatnym uśmiechu – pełne, wilgotne, opuchnięte od pocałunków, oddech wychodzący westchnieniem cichym i ciągłym. Clara czuła ciepło jego ciała pod sobą, pulsowanie serca pod piersiami, zapach jego skóry w nozdrzach, a w umyśle jej wirowało wspomnienie fal, kolorów, ciepła, myśl jej: 

„Jestem pusta i pełna, wyczerpana i żywa, jego na zawsze”.

Woda ciepła, lepka, otulała ich jak kokon, falując leniwie wokół bioder, brzucha, ud, muskając skórę delikatnie, mieszając się z ich wilgocią, z potem, z esencją rozkoszy, tworząc aurę gęstą i słodką, w której dźwięk szelestu liści, plusk wody, odległy śpiew cykad brzmiał jak kołysanka. Zapach rozkoszy – słodki, cielesny, gęsty – wisiał ciężko w powietrzu, zmieszany z orchideami i wilgotną ziemią, z liliami wodnymi, z ich oddechami, wnikający w skórę, w myśli, w samo serce tej nocy. Clara czuła to wszystko – ciepło wody na skórze, zapach unoszący się wokół, ciepło jego ciała, a ciało jej drżało lekko w tej otulinie, euforia cicha, wyczerpanie słodkie, tęsknota już rodząca się, ciepła i natarczywa.

Lecz nie byli sami – w gęstwinie wysokich paproci i bluszczu, za starą, zardzewiałą kratą porośniętą winoroślą, Zuza była tam od początku, ciało jej drżące w cieniu, oddech przyspieszony, oczy błyszczące w półmroku, patrzące na nich bez mrugnięcia. Przybyła wcześniej, podniecona do granic możliwości, napędzana obsesją, która zaczęła się na korytarzu akademika, gdy odmowa Alexa paliła jak ogień, wzrosła po tym, jak zobaczyła, jak Clara drży w jego ramionach na imprezie. Nie mogła czekać, nie mogła znieść myśli, że Clara – ta cicha, niepozorna Clara – dostanie to, czego ona pragnęła najbardziej, to ciepło, to spojrzenie, to wypełnienie. Podsłuchała wiadomość na telefonie Clary, śledziła ich z daleka przez park, kroki ciche w nocy, serce bijące szybko, wślizgnęła się do oranżerii tylnym wejściem, zanim Alex zamknął je za sobą, schowała się w cieniu, blisko, zbyt blisko.

Tak blisko, że widziała wszystko – każdy ruch jego bioder, każde drżenie ciała Clary, każdą falę rozkoszy na jej twarzy, każdy jęk cichy i bezradny, każdy spływający płatek lilii na skórze, każdy błysk księżyca na wilgotnych ciałach. Była na tyle daleko, że Alex – skupiony całkowicie na swojej wybranej, na energii płynącej falami, na rozkoszy, którą brał i dawał – nie wyczuł jej obecności od razu, jego zmysły zajęte Clarą, jej drżeniem, jej wilgocią, jej poddaniem. Ale na tyle blisko, że jego feromony – te wielofazowe, niepowstrzymane, rozlewające się w powietrzu jak mgła – dotarły do niej w pełni, wnikając w nozdrza, w skórę, w myśli, budząc drżenie, wilgoć, gorąco, które paliło od wewnątrz.

Zapach jego skóry – ciepły, pierwotny, z nutą wanilii i wilgotnej ziemi po burzy – wdzierał się w jej nozdrza coraz mocniej z każdą minutą, mieszając się z zapachem oranżerii, z zapachem rozkoszy Clary, z jej własnym zapachem podniecenia, gęstym i słodkim. Jej ciało reagowało natychmiast – rudawane włosy wilgotne od potu, przylepione do dekoltu i ramion, opadające ciężko, piersi pełne, unoszące się szybko pod mokrą sukienką, sutki napięte, odznaczające się wyraźnie, pulsujące boleśnie, biodra szerokie, drżące mimowolnie, uda rozchylone lekko w cieniu, wilgoć spływająca po wewnętrznej stronie, gorąca, obfita, palce wsunięte pod sukienkę, poruszające się rytmicznie, szukające ulgi, muskające wilgotne fałdy, wnikające powoli, wywołując skurcze, fale ciepła, które nie mogły równać się z tym, co widziała, co czuła w powietrzu, co pragnęła najbardziej. Myśl jej wirowała w obsesji: „Dlaczego ona, dlaczego nie ja, chcę tego, chcę jego, teraz, tutaj, weź mnie zamiast niej”, a ciało drżało w cieniu, oddech przyspieszony, oczy błyszczące, patrzące bez mrugnięcia na scenę przed sobą, na ciało Clary w jego ramionach, na wodę falującą, na rozkosz, która była tak blisko, a jednak tak daleko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

58. Z echem tego dotyku Z drugiego końca autobusu patrzył na nią mężczyzna. Wysoki, o idealnie wyrzeźbionym ciele, które czarna koszul...