Szukaj na tym blogu

21 maja 2026

Zapach rozkoszy

54. Związane nicią feromonów


Zuza jęknęła głośno, dźwięk wyszedł z gardła głęboki i bezradny, wibrujący w powietrzu oranżerii, echo odbijające się od szklanych ścian, mieszające się z chlupotem wody, z szelestem liści paproci, z westchnieniem Clary cichym w tle. Głos jej był gardłowy, pełen kapitulacji, biodra drgnęły do góry instynktownie, spotykając jego ruchy z desperacją, która nie znała już wstydu, uda zaciskające się wokół niego mocniej, wnętrze pulsujące w rytm pchnięć, wilgoć spływająca obficiej, gorąca i lepka, mieszająca się z wodą fontanny. Ręce jej, bezwładne chwilę wcześniej, oplotły jego szyję mocno, palce wplatające się we włosy, ciągnące lekko w uniesieniu, ciało wygięte w łuk, piersi unoszące się szybko, sutki muskające jego tors, pulsujące boleśnie rozkosznie. Myśl jej tonęła w ekstazie: „Tak, głębiej, mocniej, weź mnie całą, nie przestawaj, nigdy”.

Fale przychodziły w niej jedna po drugiej, silniejsze niż kiedykolwiek, przedłużone i miażdżące, wstrząsające ciałem od wewnątrz, skurcze zaciskające się wokół jego męskości rytmicznie, gorąco, wilgoć spływająca obficiej z każdym pchnięciem, mieszająca się z wodą, tworząc gorące strumienie po udach, po pośladkach, po jego biodrach. Biodra jej falowały w rytm, unosząc się wyżej, opadając, szukając głębszego wniknięcia, pośladki napięte pod jego dłońmi, uda drżące w wodzie, brzuch pulsujący, piersi falujące gwałtownie, sutki napięte i twarde, muskające skórę jego torsu przy każdym ruchu. Zapach rozkoszy unosił się wyżej, słodki i ciężki, mieszający się z liliami wodnymi, z orchideami, z wilgotną ziemią, a jęki jej stawały się ciągłe, ciche i głębokie, wibrujące w powietrzu, echo odbijające się od szyb.

Wilgoć spływała obficiej, gorąca i lepka, mieszając się z ciepłą wodą fontanny, tworząc strumienie, które spływały po udach Zuzy, po biodrach Alexa, po mchu na krawędzi, lśniące w księżycu jak srebrne nici łączące ich ciała. Ciało jej wygięło się w łuk jeszcze bardziej, plecy napięte, pośladki uniesione wyżej, uda zaciskające się wokół niego mocno, wnętrze pulsujące w skurczach, fale wstrząsające wszystkim – brzuchem drżącym, piersiami falującymi, rękami oplatającymi szyję, palcami wbijającymi się w skórę. Clara patrzyła na to z boku, oddech jej przyspieszony, ciało drżące w echa, sutki napięte, wilgoć spływająca po udach, myśl jej sennie: „Ona też, tak jak ja, fale, jego fale, niech trwa”.

Alex brał maksymalnie, ruchy jego szybkie i głębokie, biodra poruszały się z precyzją drapieżnika, pośladki napięte przy każdym pchnięciu, mięśnie brzucha zarysowane w świetle, ręce trzymające jej biodra mocno, palce wbijające się w skórę, unoszące wyżej, rozchylające szerzej. Energia życiowa płynęła do niego obfitymi falami – intensywna, dzika, zwierzęca – wszystko, co w niej było, endorfiny gęste i słodkie, impulsy ostre i czyste, z samego rdzenia jej istoty, z miejsca, gdzie rozkosz eksplodowała najsilniej. Czuł to wszystko – w skurczach wokół męskości, w wilgoci spływającej, w jękach wibrujących na skórze, w drżeniu ciała – energia świeża i potężna, wypełniająca pustkę wewnątrz niego, a w umyśle jego chłodna satysfakcja: „Tak, dawaj, wszystko, jesteś moja, energia twoja jest moja”.

Jednocześnie dawał – feromony wnikały w nią głębiej, warstwa po warstwie, wiążąc się z receptorami w mózgu na zawsze, tworząc uzależnienie tak silne, że nawet jeśli później coś pamiętała, słowa nie mogłyby wyjść z ust inaczej niż jako westchnienie tęsknoty, słodkie i bezradne. Zapach jego esencji – wanilii, piżma, wilgotnej ziemi – wnikał w skórę Zuzy, w płuca, w krew, budząc fale jeszcze silniejsze, skurcze jeszcze głębsze, wilgoć jeszcze obfitszą, a ciało jej odpowiadało drżeniem całkowitym, poddaniem absolutnym, myśl jej tonąca w tej mgle: 

„Jestem związana, na zawsze, jego zapach, jego ciepło, chcę tylko tego”.

Clara patrzyła, oczy zamglone euforią, dłoń mimowolnie powędrowała między własne uda, palce drżące muskające wilgoć własną, echo fal wróciło do niej delikatnie, leniwie, sutki napięły się boleśnie, oddech przyspieszony, biodra poruszyły się lekko w wodzie, szukając ciepła, które pamiętała. Obserwowała Zuzę w objęciach Alexa, ciało jej falujące w rytm pchnięć, jęki głośne i bezradne, wodę chlupoczącą wokół, lilie muskające skórę, a w umyśle jej sennie wirowało: „Ona czuje to samo, jego siłę, jego ciepło, niech dzieli się, niech noc nas wszystkich weźmie”. Palce jej poruszały się rytmicznie, wywołując echo rozkoszy, wilgoć spływająca po dłoni, po udach, zapach podniecenia unoszący się wokół niej, mieszający się z ich zapachem.

Gdy Zuza osiągnęła ostatnią, najwyższą falę – krzyk cichy i bezradny wyszedł z gardła, ciało napięte jak struna, mięśnie drżące w ekstazie ostatecznej, skurcze zaciskające się mocno wokół niego, wilgoć spływająca strumieniem gorącym i lepkim, biodra uniesione wysoko, piersi falujące gwałtownie, oczy zamknięte w uniesieniu – Alex pozwolił jej znów zapaść w głęboką, słodką nieprzytomność, ciało opadło bezwładnie w jego ramionach, oddech płytki i ciepły, uśmiech delikatny na ustach, euforia otulająca jak mgła. Podniósł się powoli, woda spływająca po jego ciele kroplami lśniącymi na skórze oliwkowej, po torsie, po brzuchu, po udach, męskość wciąż pulsująca, wilgotna od niej, zapach rozkoszy unoszący się wokół niego gęsty i słodki.

Podszedł do Clary – wciąż wspartej o krawędź, ciało jej ciężkie i rozluźnione, oczy półprzymknięte, uśmiech sennym na ustach – objął ją delikatnie, ręce pewne na talii, na pośladkach, uniósł lekko, przytulił do siebie, tors przy torsie, ciepło skóry na skórze, oddech jej ciepły na jego szyi. Jej głowa opadła na jego ramię, westchnienie ciche wyszło z ust, ręce oplatały go słabo, uda zacisnęły się wokół bioder, wilgoć muskająca jego skórę, a w myśli jej: 

„Znowu ty, zawsze ty, weź mnie jeszcze, delikatnie”. 

A później wszedł w jej usta – twardy, intensywny, wnikając powoli, wypełniając ciepłem, pulsowaniem, uwolnił ostatnią dawkę, łagodniejszą, głębszą, przeznaczoną dla niej, esencję, która wniknęła w gardło, w smak, w myśli, euforia pogłębiła się jeszcze bardziej, wspomnienia zmiękły, stały się snem mokrym i nieziemskim, nie do opowiedzenia nikomu.

Obie – Zuza nieprzytomna w wodzie, ciało drżące w resztkach fal, rude włosy rozlane na powierzchni, sukienka mokra i ciężka, piersi unoszące się powoli, wilgoć lśniąca na udach; Clara bezwładna w jego ramionach, głowa na ramieniu, usta rozchylone w westchnieniu, ciało ciężkie i poddane – były już inne, uzależnione całkowicie, związane nicią feromonów, tęsknoty, rozkoszy, niezdolne do zdrady, do słowa przeciwnego, do myśli o ucieczce. Alex patrzył na nie długo, złotawy błysk w oczach drapieżnika, który właśnie zabezpieczył swoje terytorium, energia ich płynąca do niego falami, słodka i intensywna, a w umyśle jego spokojna satysfakcja: „Moje, obie moje, wrócą, zawsze wrócą”.

Noc w oranżerii powoli cichła – woda znieruchomiała leniwie wokół ciała Zuzy, lilie wodne opadły na powierzchnię, płatki muskające skórę delikatnie, księżyc zszedł niżej po szybach, srebrne smugi blaknące powoli w cieniu pnączy. Alex trzymał Clarę w ramionach, ciało jej ciężkie i ciepłe, oddech płytki na jego szyi, Zuza drżąca lekko w wodzie, euforia otulająca je obie jak mgła, zapach rozkoszy unoszący się wciąż, słodki i ciężki, mieszający się z orchideami, z wilgotną ziemią, z liliami. Wiedział, że wróci do niego – obie wrócą, w snach mokrych i nieziemskich, w tęsknocie pulsującej w ciele, w myślach wracających do tej nocy, do tego ciepła, do tej rozkoszy, która śni się po nocach, nie do powtórzenia z nikim innym, a w oczach jego błyszczało coś złotego, spokojnego, drapieżnego, czekającego na następną falę, na następną noc, na następną zdobycz w tej mrocznej, gorącej szklanej klatce pełnej tajemnic i pragnień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

58. Z echem tego dotyku Z drugiego końca autobusu patrzył na nią mężczyzna. Wysoki, o idealnie wyrzeźbionym ciele, które czarna koszul...