Szukaj na tym blogu

16 maja 2026

Zapach rozkoszy

49. Nie dziś, Zuza


Jego ciało nagie, lśniące od wody – tors szeroki i napięty, mięśnie zarysowane w blasku księżyca, oliwkowa skóra bez skazy, ramiona silne oplatające Clarę troskliwie, biodra wąskie, pośladki twarde i napięte, męskość półtwarda, pulsująca, gruba i wilgotna od ich połączenia z Clarą, muskająca wodę lekko, obietnica, która wisiała w powietrzu, blisko Zuzy, blisko jej drżenia. Clara wciąż w jego ramionach, głowa oparta na jego ramieniu – włosy jasne i wilgotne przylepione do karku, oczy zamglone euforią, rzęsy długie i drżące, usta rozchylone w delikatnym uśmiechu – pełne, wilgotne, opuchnięte od pocałunków, oddech płytki i ciepły na jego skórze, piersi unoszące się szybko na jego klatce, sutki muskające twarde mięśnie, uda oplatające jego pas gładkie i wilgotne, zaciskające się lekko w resztkach fal.

Jej przyjaciółka, wciąż w jego ramionach, obserwowała to wszystko z miękkim, sennym uśmiechem, euforia nie pozwalała jej na zazdrość, tylko na delikatną, odległą ciekawość, jakby patrzyła na sen, na kontynuację tej nocy, która była już nie jej, lecz wspólna. Oczy jej półprzymknięte, błyszczące w blasku księżyca, oddech ciepły na jego szyi, ciało ciężkie i poddane, piersi przyciśnięte do jego torsu – ciężkie, falujące powoli, sutki muskające skórę, uda oplatające jego pas – gładkie, wilgotne, zaciskające się lekko w echa fal, a w myśli jej tonącej w euforii: „Niech będzie, niech dołączy, niech noc trwa, niech rozkosz płynie dalej”.

– Proszę, powtórzyła Zuza, – głos niski i gardłowy, niemal zwierzęcy, drżący od podniecenia, oczy utkwione w nim, ręce drżące w wodzie, biodra falujące lekko, sukienka mokra i ciężka, przylepiona do ciała, podkreślająca każdy kształt, każdą wilgoć. – Nie odmawiaj mi. Nie zniosę tego. Potrzebuję cię całego. Potrzebuję cię we mnie. Proszę weź mnie. 

Słowa wychodziły z ust szybko, błagalnie, oddech urywany, piersi unoszące się wyżej, sutki pulsujące, wilgoć spływająca obficiej po udach, po wodzie, zapach podniecenia unoszący się wyżej, natarczywy i słodki, mieszający się z ich zapachem, z liliami, z orchideami.

Alex cofnął dłoń powoli, tę, która musnęła jej policzek i wywołała pierwszą, gwałtowną falę, palce sunęły po powietrzu, zostawiając echo ciepła na jej skórze, uśmiech jego troskliwy, lecz stanowczy, oczy błyszczące złotawym blaskiem, spojrzenie przesuwające się po jej ciele, po drżeniu, po wilgoci lśniącej, po błaganiu w oczach. 

– Nie. Nie dziś, Zuza, – powiedział cicho, głosem ciepłym i aksamitnym, wibrującym w powietrzu, w wodzie, w jej ciele, który drżał w oczekiwaniu. – Nie w ten sposób. Nie gdy jesteś taka dzika, nieokiełznana. To nie będzie dobre. 

Słowa te były obietnicą i odmową, ciepłem i chłodem, sprawiając, że Zuza zadrżała cała, fala podniecenia zmieszana z tęsknotą, ciało drżące w wodzie, oczy błyszczące, usta rozchylone w niedokończonym błaganiu, a w myśli jej: „Dlaczego nie teraz, dlaczego czekać, ale chcę czekać, jeśli to oznacza więcej, głębsze, jego”. Clara westchnęła cicho obok, uśmiech sennie na ustach, woda falująca wokół nich trojga, noc w oranżerii gęstniejąca jeszcze bardziej, pełna obietnic, które wisiały w powietrzu, blisko, nieuchronne, w tej mrocznej, gorącej szklanej klatce, gdzie pragnienie rosło powoli, nieustannie, czekając na moment, gdy eksploduje w pełni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

58. Z echem tego dotyku Z drugiego końca autobusu patrzył na nią mężczyzna. Wysoki, o idealnie wyrzeźbionym ciele, które czarna koszul...