Szukaj na tym blogu

19 lipca 2026

Anioł w białym garniturze

        13. Hochsztapler


        Na jej twarzy znowu pojawia się zmiana. Najpierw zmarszczka między brwiami, potem kącik ust drga. Nie wytrzymuje i uśmiecha się szeroko, jakby nagle cała sytuacja stała się zabawną anegdotą.
        – No dobrze – mówi, odchylając się lekko na krześle. – Powiedz lepiej, że chciałeś mnie poderwać. Niezły sposób. Brawo. Robi wrażenie.
        Nagle czuję przypływ niezwykłego ciepła. Rozlewa się od mostka, spływa po żebrach, dociera do opuszków palców rąk i nóg, a nawet do czubka głowy. Jakby ktoś wlał mi do żył gorący miód. „Cholera, co ona mówi? To nie tak miało być” – protestuje coś we mnie, ta stara, cyniczna część, która pamięta wszystkie porażki. A jednocześnie czuję się niesamowicie, absurdalnie wspaniale. Jak nastolatek, który pierwszy raz usłyszał „tak”.
– Jeśli chciałeś zrobić na mnie wrażenie, to ci się udało – ciągnie, bawiąc się kosmykiem włosów, który opadł jej na policzek. – Naprawdę to dobre. Podoba mi się ten teatrzyk, który wymyśliłeś, ale może zacznijmy jeszcze raz. Czy my się znamy? Nie pamiętam, żebym z tobą rozmawiała, a wydaje mi się, że mam dobrą pamięć do twarzy.
        Delikatnie wykrzywiam usta w półuśmiechu.
        – Czy się znamy? Hmm… i tak i nie – mówię lakonicznie.
        Patrzy na mnie zdziwiona, brew unosi się w górę.
        – To znaczy?
        – Zależy jak na to spojrzeć – próbuję wyjaśnić, choć wiem, że każde kolejne zdanie brzmi coraz bardziej jak zagadka z kiepskiego kryminału.
        – O, filozof z ciebie – rzuca po chwili, a w jej głosie słychać już rozbawienie. – Jednak chcesz mnie poderwać.
        – Powiem więcej – pochylam się minimalnie bliżej, zniżając głos – ja chcę cię zabrać tam, gdzie wcześniej nigdy nie byłaś.
        Uśmiecha się ciepło, tym swoim uśmiechem, który zawsze rozpuszczał mi wnętrzności. Robię na niej coraz większe wrażenie, ale widzę, że nie do końca rozumie, o co właściwie chodzi. Jeszcze nie.
        – Powiedziałam, że filozof z ciebie – powtarza, kręcąc głową. – No ale odpowiesz na moje pytanie? Czy się znamy?
        – Teoretycznie mieliśmy okazję zamienić ze sobą kilka słów.
        – Teoretycznie? Nie przypominam sobie.
        – To mało istotny szczegół. Było to dwa, może trzy razy. Mijaliśmy się w bramie, pamiętasz?
        No pewnie, że nie pamięta. W ogóle nie zwracała na mnie uwagi, kiedy stałem jak wół na malowane wrota i gapiłem się na nią dobrych kilka minut. Ani tydzień temu, ani dwa tygodnie temu. Byłem dla niej przezroczysty jak słoik. Dopiero ten cholerny biały garnitur sprawił, że w końcu mnie zobaczyła.
        – Naprawdę? – mówi, uśmiechając się niepewnie. Na pewno zastanawia się teraz, w jakich okolicznościach to było. W sumie nie ma to teraz aż tak dużego znaczenia, bo zamierzam zaatakować z zupełnie innej strony.
        – Tak. Jednak patrząc na to z innej perspektywy, to, że ty mnie nie znasz, nie znaczy, że ja ciebie nie znam – podaję jej kolejny kawałek zagadki, który ma ją zaintrygować.
Patrzy na mnie poważnie. Uśmiech powoli gaśnie.
        – Jesteś bardzo pewny siebie i… chyba trochę zarozumiały.
        Nie daję się zbić z tropu.
        – Wcale nie jestem zarozumiały. Znam cię bardzo dobrze. Lepiej niż mogłabyś podejrzewać. Oczywiście słabiej niż ja sam bym sobie tego życzył.
        Uśmiech na jej twarzy pojawia się automatycznie. Zaczynam ją intrygować. To dobrze.
        – Nie dość, że zarozumiały, to jeszcze hochsztapler – rzuca z nutką ironii w głosie. – A skąd ty możesz mnie znać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...