11. Czy to uczciwe?
Przepraszam cię, Elu.
Nie chcę być cyniczny. Nie chcę wykorzystywać twoich słabości. Ale znam je. Znam cię całą – twoje lęki, twoje marzenia, twoje ciało, twoją przyszłą rozpacz. I zamierzam użyć tej wiedzy, żeby cię zdobyć. Nie po to, żeby cię skrzywdzić. Po to, żeby cię uratować. Żeby tym razem nie pozwolić ci odejść. Żeby tym razem nie pozwolić sobie odejść.
Ela jest dziewczyną bardzo zachowawczą w kontaktach z płcią przeciwną, trochę nieśmiałą i może staromodną. Zawsze była uduchowioną osobą. Taką ją zapamiętałem, ale teraz po latach wiem, że ona jest chora i ta choroba też ma wpływ na to kim jest i jak się zachowuje.
Moja Ela jest chora. Nie tak ciężko jak nasza córka – Boże, nasza córka – ale wystarczająco, żeby ta choroba rzucała cień na każdy jej uśmiech, na każdą ciszę, na każdy raz, kiedy milkła w środku rozmowy i patrzyła w punkt, którego nikt inny nie widział. To obsesyjne wręcz zanurzenie w religii, te długie wieczory z Biblią otwartą na Apokalipsie, te szeptane modlitwy, które kiedyś brałem za pobożność, a teraz rozumiem jako pierwszą linijkę kodu, który miał się kiedyś rozwinąć w coś znacznie mroczniejszego. Może stąd się wszystko wzięło. A może i nie. Skąd mam wiedzieć? Nigdy o tym z nią nie rozmawiałem. Nigdy nie zapytałem wprost: „Ela, czy słyszysz głosy, kiedy zostajesz sama?”. Bałem się odpowiedzi. Bałem się prawdy. Teraz też się boję, ale inaczej – boję się, że jeśli jej powiem za wcześnie, ucieknie. A jeśli za późno – będzie za późno.
Kiedy to się zaczęło? Retoryczne pytanie, na które i tak nie znam dokładnej daty. Może dużo później niż ją poznałem. Może wtedy, kiedy jeszcze wydawała się tylko trochę inna – wrażliwsza, bardziej zamknięta w sobie, jakby nosiła w głowie cały niewidzialny kościół.
Wiem jedno: będą epizody. Kilka. Mocne. Takie, po których wracała do mnie z oczami wielkimi jak spodki i pytała szeptem: „Myślisz, że Bóg mnie nienawidzi?”. A ja wtedy tuliłem ją i kłamałem, że nie. Kochałem ją mimo tego. Właśnie dlatego. Za tę kruchość, za tę walkę, za to, że nawet kiedy traciła grunt pod nogami, wciąż próbowała się modlić.
Ta myśl jest niepokojąca, bo wiem, co się dzieje, kiedy objawy się nasilą i utrwalą. Wiem, jak wygląda świat, w którym ona przestaje odróżniać głosy prawdziwe od tych, które przychodzą znikąd. Ale właśnie dlatego tu jestem. Przybyłem teraz, w tym wczesnym, jeszcze niewinnym momencie, żeby spróbować ją przed tym uchronić. Przynajmniej mam taką nadzieję. A jeśli się nie uda? Jeśli choroba i tak przyjdzie, bo geny, stres, los – cokolwiek – okażą się silniejsze? To i tak chcę z nią być. Chcę z nią zostać. Taki podjąłem plan. Dlatego wróciłem.
Serce bije mi mocno. Bardzo mocno. Bo ona siedzi pół metra ode mnie, pachnie tanim szamponem i ciepłym obiadem, a ja wiem o niej wszystko – od tego, jak zaciska uda, kiedy dochodzi, po to, jak płacze, kiedy myśli, że nikt nie patrzy. A ona o mnie nic. Nic poza tym, że siedzi tu jakiś facet w białym garniturze i gada dziwne rzeczy. Mogę z tą wiedzą zrobić cokolwiek – zbudować most albo pułapkę. Ona jest zdana tylko na moją łaskę. Czy to uczciwe?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz