6. Rozczarowanie
Aldona to dziewczyna, której piersi były jej najgroźniejszą bronią. Właśnie one – te wielkie, ciężkie, lekko opadające pod własnym ciężarem – wywoływały we mnie największy zamęt umysłowy. Młodzieńcza, niemal dziecięca buzia z dużymi, niewinnymi oczami i delikatnymi piegami na nosie kontrastowała z nimi tak brutalnie, że za każdym razem traciłem grunt pod nogami. Te cycki wyglądały jak owoc zakazany – pełne, miękkie, z ciemnymi, szerokimi aureolami i sutkami, które nawet przez ubranie potrafiły stwardnieć na sam mój widok. W jednej chwili postanawiałem zapomnieć języka w gębie i zachowywałem się jak przedszkolak – czerwieniłem się, jąkałem, gubiłem wątek, a mój kutas drgał w powietrzu jak kompas wskazujący północ.
W tamtym momencie jej wielkie piersi znajdowały się wciąż ukryte pod czarną skórą kurtki, ale sutki już dawno zdradziły swoją obecność – dwa twarde, sterczące guziki napierały na materiał tak wyraźnie, że niemal czułem ich fakturę pod opuszkami palców, choć dzieliły nas dobre dwa metry. Doskonale wiedziałem, że za chwilę i tak mi je pokaże. Wiedziała o tym ona. Wiedziałem o tym ja. Cała ta scena była tylko preludium do aktu odsłonięcia.
– Widzę, że jesteś bardzo rozgrzany – odezwała się w końcu niewinnie, lecz słodko, przeciągając samogłoski jak syrop. Głos miała miękki, aksamitny, z lekką chrypką na końcu, jakby przed chwilą jęknęła cicho pod nosem. – Męczysz się w tym upale, biedaku…
Uśmiechnęła się przy tym szeroko, anielsko, a jednocześnie diabelsko – ten uśmiech, który jednocześnie koi i pali. Nacisnęła biodrami mocniej w umywalkę, jakby chciała podkreślić każde słowo ruchem.
– Rzeczywiście jest bardzo ciepło, – odpowiedziałem głucho, prawie bez tchu, czując, jak pot spływa mi po plecach, a jądra kurczą się boleśnie od samego brzmienia jej głosu.
Mój wzrok nie potrafił się zdecydować – skakał jak oszalały między jej twarzą a tym miejscem, gdzie ciało spotykało się z porcelaną w najbardziej bezwstydny sposób. Jej śliczna, młoda, opalona na miodowo twarz – policzki lekko zaróżowione, usta półotwarte w tym słodkim, kpiącym uśmiechu, oczy błyszczące jak mokry onyks – kontrastowała z brutalną erotyką tego, co działo się niżej. Krocze wciskała w krawędź umywalki z taką premedytacją, że każdy ruch bioder wyglądał jak powolne, głębokie pchnięcie. Rajstopy naprężone do granic możliwości, ciemna plama wilgoci coraz wyraźniejsza, materiał wżarty w szczelinę tak mocno, że widziałem zarys łechtaczki, która wybrzuszała się pod tkaniną jak mały, twardy paciorek.
Zamiast spanikować, zamiast rzucić się na nią albo uciec z łazienki z podkulonym ogonem, postanowiłem zagrać inaczej. Spokojnie, niemal ceremonialnie, sięgnąłem po papier toaletowy. Jeszcze raz starannie wytarłem tyłek – powoli, dokładnie, jakby to była najzwyczajniejsza czynność na świecie. Potem nacisnąłem spłuczkę. Woda runęła z hukiem, wypełniając pomieszczenie białym szumem, który na moment zagłuszył nasze przyspieszone oddechy. Dopiero wtedy, nie spiesząc się, schyliłem się i zacząłem wciągać slipy. Materiał sunął po udach, ocierał się o wciąż twardego kutasa – co sprawiło, że syknąłem cicho przez zęby – a potem spodnie. Zapinałem rozporek powoli, patrząc jej prosto w oczy.
Widziałem rozczarowanie, które przemknęło przez jej źrenice jak cień chmury na słońcu. Nie powiedziała nic, nie westchnęła, nie skrzywiła ust – ale oczy zdradziły wszystko. Przez ułamek sekundy wyglądała jak dziecko, któremu właśnie zabrano ulubioną zabawkę. Po chwili jednak maska wróciła na miejsce – słodki uśmiech, figlarny błysk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz